sobota, 28 grudnia 2013

Polak potrafi - wesprzyj wydanie Książki

http://polakpotrafi.pl/projekt/almanach-kultury-siedleckiej
Cieszymy się z pomysłu i wspieramy całym sercem akcję zbierania funduszy na wydanie książki "Almanach Kultury Siedleckiej".

"Almanach Kultury Siedleckiej” to pismo - książka, która ma skupić uwagę na mieście jako ośrodku kulturotwórczym;  ludziach: zarówno twórcach, jak i odbiorcach oraz wypływających od nich inicjatywach oddolnych. Nie o kulturze afiszowej - jak pisze redakcja -  dostosowanej do sondaży, koniunktury, czy statystyk sprzedaży biletów. Nie można schlebiać niskich pobudek gustom, a raczej należałoby brać czynny udział w ich kształtowaniu. Nie powielamy zatem utartych kanonów, ale pokazujemy to co ciekawe. A poza piedestałami bywa bardziej interesująco.
W tomie będą prezentowane prace i sylwetki malarzy, fotografików, poetów, prozaików oraz siedleckie teatralia."
Polecamy również Waszej uwadze. Może macie ochotę na gest wsparcia. Kwoty od 5 złotych mile widziane. Redakcja przygotowała niespodzianki dla sponsorów, szczegóły tutaj:
http://polakpotrafi.pl/projekt/almanach-kultury-siedleckiej

czwartek, 5 grudnia 2013

Dziedzictwo - Milan Rúfus


Przekład z języka słowackiego – Robert Konca

 

Nie wiemy, co jest w nas. Skąd wypływa
woda w garści i łza na policzku.
 

Nie wiemy, co jest w nas. A poeci
szukają źródła, głupcy; zabijają
płatek śniegu na ciekawskiej dłoni.

Przyłącz się, płacz i wypij wszystko z nami.
Albo sądź aż do końca,
aż będziesz poza pragnieniem,
ze spragnionym ciałem w dole pod sobą.
Ustaw ciężką rzeźbę na podstawce z gliny.

Sam,
niczyj jak Bóg,
sądź potem swoje winy.



Dom Milana Rúfusa, fot. Robert Konca

środa, 4 grudnia 2013

Dotyk jest nagi – o poezji Eugeniusza Kasjanowicza

            Doczekaliśmy się kolejnego tomu wierszy Eugeniusza Kasjanowicza. Najnowszy wybór nosi tytuł „Dotyk” – został wydany przez wydawnictwo „Agawa” w Warszawie (2013) pod patronatem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Siedlcach.
            Zbiór zawiera niektóre dobrze już znane siedleckim czytelnikom utwory z innych książek poety, a także kilka śpiewanych  przez naszego barda, Tomasza Hapunowicza, do których należą „Rozstanie”, „On i Ona” czy „Piosenka o naszych sprawach”. W tomie znajdziemy też wiele równie melodyjnych utworów, które z pewnością czekają na nowe wykonania i znajdą nowych wykonawców.
            Jaki jest „Dotyk”  w swojej wymowie? Jaką klamrę dla poezji Kasjanowicza stanowi  to słowo? Czy jest dla tej poezji, dla tego zbioru kluczowe? Śmiało rzec mogę, że autor trafił z tytułowym słowem, które może stanowić klucz do interpretacji jego wierszy. W poezji Kasjanowicza chodzi właśnie o dotyk, o przytulenie, o czułość  i obdarzanie nią przyjaciół, poznane kobiety, wreszcie czytelników; o sentymentalne spojrzenie na mieszkańców miasta, jego gości,  na jego ulice, zaułki i resztki wydobytych z nich śladów przeżywania. To już duże podstawy do tego, by sięgnąć po ten tomik.
            A może wysnuć z opowieści coś więcej? Powadzić się z autorem trochę? Postarać się dokonać zabiegu odrzucenia czułości, jak niepotrzebnej iluzji piękna, pozbyć się tego wytwornego garnituru, i zobaczyć czy nagie alter ego poety uwiedzie nas prostotą porównań i metafory? Co zobaczymy, gdy czułość potraktujemy jako kryjącą „to coś” zasłonę?

Sylvia Hedwig

środa, 6 listopada 2013

Połączenia - Robert Konca

Coraz mniej łączy mnie z tym światem,
coraz więcej z tamtym.
Ludzie i idee przenikają na drugą stronę
od początku obranym wektorem.

Odprowadzam wszystko wzrokiem,
sam opętany ruchem
jednostajnie przyspieszonym.
Rozluźniają się relacje,

jakby kończyły się przygotowania
do powrotu nieobecności,
do wolności od narracji
w pierwszej osobie...

Tutaj zostają opuszczone
miejsca, przerwane rozmowy.
Tam jest tajemnica :
pobyt stały czy może

tylko przechowalnia z usługą wymiany
duszy i pamięci przed wypchnięciem w drogę,
z mapą nowych połączeń
w potencjalnej głowie.

Robert Konca

sobota, 2 listopada 2013

Maria Kryńska-Szostak w Białej Sali w Siedlcach


fot.IC
28 października odbył się wieczór autorski Marii Kryńskiej-Szostak, z inicjatywy grupy Kanon. Do Białej Sali dotarli goście, wśród nich wierni czytelnicy i przyjaciele autorki. Kwiaty, anioły... upadłe, smutne i radosne... piękne piosenki Iwony Kobylińskiej do słów Elizy Pawlak i przy akompaniamencie Piotra Wysockiego, nieśmiertelne rosyjskie ballady w wykonaniu Tadeusza Goca, spokojne i ciepłe prowadzenie Ewy Zborowskiej-Buczek.Muzyczne aranżacje dodały rangi temu wydarzeniu.

czwartek, 17 października 2013

Wypominki - Aleksandra Polyanskaya



                                             (Przekład z rosyjskiego – Robert Konca)
    

Siedem razy przez siedem dni ludzie czcili pamięć
                                                dzieci, które odeszły,
Siedem razy przez siedem dni gospodynie piekły
                                       nadziewane bólem pierogi,
I czystą wodę za każdym razem długo lały
                                                   na wilgotną ziemię,
Żeby dzieci nareszcie mogły się napić wody.


Na dziedzińcu, namalowany kredą na asfalcie rysunek dziecięcy :
Mały człowieczek – a nad jego głową słowa
(Jak w starej pieśni) :
Świat
Słońce
Niebo
Dzieci
Mama
Woda



                                              Biesłan – Kisłowodsk,
                                             10-25 października 2004

niedziela, 29 września 2013

Twarze greckie - wernisaż Izy Staręgi w Siedlcach

                       26 września w nowo otwartej galerii "Kultura" mieszczącej się w starej zabytkowej kamienicy na ulicy 3 maja w Siedlcach, odbył się wernisaż prac Izy Staręgi.

                       Projekt zatytułowany "Twarze greckie" autorka zrealizowała dzięki otrzymanemu stypendium Prezydenta Miasta Siedlce. Twarze, fotografie twarzy, mnie inspirują. Staram się unikać w pracach emocji. Chcę by moje twarze były zastygłe, jak te na fotografiach. Chcę by wyrażały ciszę. - wyznała autorka.

                      Wystawę zaszczyciło już wielu gości, ale prace Izy można oglądać jeszcze cały miesiąc. Nowym pomysłem są reprodukcje prac w mniejszym formacie, które można kupić "na pamiątkę" za symboliczną kwotę. Do nabycia są również oryginały: ul. 3 Maja 44/2, wejście od ulicy Kilińskiego, Siedlce - obecna siedziba "Kultury siedleckiej".

Sylvia Hedwig


fot. Mara Kesz



niedziela, 22 września 2013

Czas pustki - Milan Rúfus

tłumaczenie ze słowackiego Robert Konca

Zarasta trawą drewniana misa.
Chleb,
niegdyś królewski w aureoli głodu,
zstępuje już w dół, do popielnic.
Umiera mały Bóg.

Na opuszczony tron
wdziera się bękart,
brzuszyskiem do przodu,
jak pop Aleksandra Bloka.
Smutnym przyrodzeniem,
jak wahadłem,
odmierza nam czas.
Czas pustki.

Milan Rúfus

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wolność - Milan Rúfus



fot. R. Konca





















 Przełożył Michał Sprusiński


Wszystko jest już przed tobą. I ty.
Siekiera w klocku, mocno zacięta.
I woda w studni.

Defenestrowany
wcześniej niż władałeś,
na emeryturze wcześniej, nim żyłeś,
przesuwasz swe małe wagoniki,
uważnie, aby się nam nie stała
wielka katastrofa kolejowa.

Dawno już wiesz, że grę musisz przyjąć.
Jest zbyt ważna.

 A czym jest prawda ? Graj,
żyj, mój Don Kichocie, już nie pytaj.
I nie uciekaj. Graj, bo się nam przytrafi
wielka katastrofa.

Milan Rúfus

środa, 28 sierpnia 2013

Wietrzenie - Iwona Cymerman

instynkt tropiciela
prowadzi nie dalej
niż do zachwytu
gdzie trop się urywa

jeszcze jeden krok
donikąd -
tam się zaczyna
bezdroże przestrzeni
wolne od skrzyżowań
rozstajów, objazdów
i ślepych zaułków

wstrzymana znienacka
sfora zziajanych ogarów
macha ogonem -
wiatr wieje

           20.08.13

Iwona Cymerman

środa, 17 lipca 2013

Schody - Robert Konca


ksiądz
o twarzy starej i dobrej
zapytał dlaczego
nie chodzę do kościoła
i mówił o odpowiedzialności
za życie

staliśmy na schodach
które na skraju ciemności
zrzekały się swojej formy –
dalej była tajemnica
magazyn kosmicznego miłosierdzia
i obojętności
słowo i jego znaczenie
drżące na strunie rozpiętej
między pustką a pełnią;
on stał wyżej
ja niżej
i patrzyliśmy sobie w oczy
wilgotne od iluzji

niedziela, 23 czerwca 2013

Tybet z czwartego piętra - Iwona Cymerman

młynki modlitewne
kręcą się nieprzerwanie

brakuje tchu
i tu są
twoje himalaje

nie wszystkie szczyty
mają swoją nazwę

po drodze wciąż spotykasz
strachy na złudzenia

cywilizacje rodzą się nad wielką rzeką
a wielka rzeka tłumaczy siebie na języki
i przez nie przepływa, żłobiąc korytarze

stykają się strefy wpływów -
mędrcy jak to mędrcy
od zawsze coś przenoszą
przez granice światów

a napędzane wodą
młynki modlitewne
nie zatrzymują się
nawet na chwilę

w półgłosie zastygają
modlitewne wersy
masło płonie w świątyniach
pielgrzymi w pokłonach

wszystko to zgodnie z ruchem
wskazówek zegara

rytuał - taniec w maskach
pozłacane twarze
formy łagodne i groźne
jedwab, kamień

skorupki nasiąkają za młodu -
nawet
powyżej pięciu tysięcy metrów
nad poziomem morza
są dzieci - niezbity dowód na seks, pępowinę
i inne nieuniknione wiązania
i przywiązania gatunku

brakuje tchu
i tu są twoje himalaje

bezpieczny powrót na niziny
do znanego
jest najpospolitszym kłamstwem
na jakie cię stać

więc młynki modlitewne
kręcą się nieustannie
a pielgrzymi targują się wciąż
bez zahamowań

             20.06.13

Iwona Cymerman

niedziela, 2 czerwca 2013

BASS POINT - Dariusz Adamowski

Jestem na pierwszej linii basu. Moje uszy
przyszpilone dubem w słuchawkach – upojone
bębenki omal nie pękną. W tym tkwi
całe piękno, choć wiosna nie nadchodzi. Kołacze
się za horyzontem i musimy sobie radzić. Radzę się
Jah i innych programów. Chorągiewki są bardzo
modlitewne i kołyszą się w rytm uderzeń a każde z nich
ma początek i koniec, które zawsze wypadają
w tym samym punkcie. Jesteśmy nielokalni,
nieograniczeni, związani światłocieniem,
który pulsuje, zatrzymuje się a potem nadrabia.
Czas nie upływa – jesteśmy tu od zawsze:
Nogi niosą do tańca, gdy uderza w nas rytm.
Rytm uderza, bo nogi niosą nas do tańca. Poza
wszelkimi wielkimi i małymi przyczynami. Sam
puszczasz w ruch tę pętlę. Na końcu
spotykasz znów siebie sprzed początku. Echo
niesie cię dalej i dalej, powtarzasz się, na okrągło.
Kosmiczny Soundsystem będzie cię grał przez całe,
nieskończone teraz.

Dariusz Adamowski

poniedziałek, 20 maja 2013

HIC SUNT LEONES* - Iwona Cymerman

pełno ich wszędzie
przyczajonych
na terytorium, którego pozory
rozrysowane
z precyzją w detalu -
w skali i z legendą

hic sunt leones
- wyrzuć mapę

granice
wyznaczył podróżnik
obcy tobie i daleki

ty swoją ziemię
musisz badać sam

spłoszone zwierzę, które dotąd
służyło ci wiernie
ucieka, tratując
inne mityczne stwory
zbiegłe
ze swych bezpiecznych norek
sprawdzonych kryjówek
i jam

hic sunt leones

przestrzeń spustoszona
gościnnie przed tobą otwiera
swoje żyzne ziemie
dla orki, dla siewu, dla zbioru

zaznacz
gdzie kończy się pewność
gdzie wiara się kończy
zaznacz
gdzie twoje - tobie
a lwie - lwom

zaznacz wyraźnie, grubą linią
jeśli

nie zadrży ci ręka
i czasu wystarczy

25.04.13



Iwona Cymerman


*hic sunt leones [hik sunt leones] (łac., dosł. ‘tu są lwy’) tak oznaczano na dawnych mapach obszary nieodkryte, kraje nieznane.

niedziela, 19 maja 2013

Wołanie - Robert Konca

rozbity po kolejnym dniu
kiedy miotałeś się wśród tłumu
ludzi których dręczyłeś
i którzy dręczyli ciebie
znowu siedzisz na dnie przestrzeni
która ci przysługuje i zbierasz
myśl do myśli wyobrażenie
do wyobrażenia


a w nocy przychodzą
ci sami ludzie
siadają na skraju
twojego posłania
gdy cicho pytasz
po co tu przyszli
odpowiadają
ty nas wołałeś

Robert Konca

sobota, 11 maja 2013

"Koniec jest moim poczatkiem" T.Terzani

"Pojechałem do Mustangu konno. Pojechałem tam, bo chciałem dotrzeć, gdzie dociera mało kto. To kraj idealny, odizolowany, położony w wysokich górach. Trzeba jechać konno przez pięć dni pośród krajobrazów, jakich nigdy nie widziałeś. To nawet nie krajobrazy, to księżycowy pejzaż z różnokolorowych kamieni i piasków, o których mówią, że są czerwone jak krew smoka[...] Mówią, że w tym magicznym miejscu kamienie umieją mówić i mają duszę [...]
Czasami ogarniał mnie lęk i widząc te urwiste przepaście i niesamowicie trudne przejścia, zastanawiałem się, czy nie lepiej zsiąść z konia i dalej iść pieszo, niż siedzieć na nim.
W końcu jednak człowiek ma zaufanie do konia, który zna drogę i przechodził nią wielokrotnie, choć jest oczywiste, że jeżeli się pomyli, to koniec.
Dotarłem do płaskowyżu i z daleka, jak fatamorganę, ujrzałem stolicę otoczoną pięknymi murami. To Lo Mantang, "Dolina Wszelkich Dążeń". Dolina Wszelkich Dążeń! To jakby dogonić czas zatrzymany w przestrzeni.
Dookoła miasta płynie strumień, w którym kobiety piorą, z którego także czerpie się wodę do picia."

Tiziano Terzani, "Koniec jest moim początkiem" (przeł. Iwona Banach)

środa, 24 kwietnia 2013

Maleszy pejzaż skrzydlaty - Monika Mikołajczuk o wystawie Mikołaja Maleszy



Joanna Błońska, kuratorka wystawy i Mikołaj Malesza, fot.Bartosz Musiej

Maleszy pejzaż skrzydlaty

Nie maluje, by się sobą zachwycić. Nie rozpacza, kiedy ktoś chce zatrzymać jego obraz i mieć go tylko dla siebie. Obrazy są po to, by przemawiały do ludzi i szły z nimi w świat - przekonuje. Na pytanie, co pan chce przez nie powiedzieć, odpowiada bez złośliwości: - To, co widać.

Mikołaj Malesza na kilka chwil opuścił ramy swoich obrazów, by przywitać się z publicznością. Zaraz do nich wróci. Do tego świata zawłaszczonego przez skrzydlatych ludzi i upierzone zwierzęta, które mają w oczach ludzkie łzy. Ktoś, kto nie spotkał się z nimi osobiście ani nie poznał ich twórcy, może tę metaforę uznać za groteskową bądź niedorzeczną. Wyjść z obrazu! - takie rzeczy dzieją się tylko w kinie albo w teatrze. To prawda, ale i teatr, i kino, i malarstwo żywią się podobną wyobraźnią, która przedłuża żywot naszych emocji, jawy i snu. Malesza jest na tych płótnach namacalnie obecny, choć ta obecność jest cicha i skromna, jak postaci, którym dyskretnie towarzyszy. I jak on sam. A więc zanim tam powróci…  

Wokół mnie i we mnie

Tym razem gościmy artystę w Sokołowie Podlaskim, gdzie w miejscowym ośrodku kultury zaprezentował kilkadziesiąt obrazów, powstałych na przestrzeni kilku lat. Nie zabiega o wystawy, ale zaproszony do wzięcia w nich udziału, chętnie dzieli się swoim wewnętrznym światem. – Ten znakomity artysta jest trudny do zdefiniowania. W malarstwie Mikołaja Maleszy pobrzmiewają bowiem echa różnych kierunków w sztuce: inspiracje surrealizmem, abstrakcją, realizmem czy sztuką naiwną – powiedziała podczas wernisażu Joanna Błońska, kuratorka ekspozycji. Ale, jak podkreśla malarz, są to zaledwie dotknięcia, przebłyski „innego”, które przekłada na swój własny obraz, wewnętrzny pejzaż, zbudowany z różnych doświadczeń i przeżyć.
– Maluję to, co jest wokół mnie i co jest we mnie – mówi artysta, dopytywany o źródła malarskich tematów. Nie sposób pominąć w nich scenograficznej twórczości Mikołaja Maleszy, która dzieje się równolegle, ale nigdy – jak podkreśla autor – nie jest dopowiedzeniem malarstwa. – Nie traktuję malarstwa jako ilustracji do konkretnej sztuki czy tekstu literackiego. Na pewno tekst taki gdzieś się na obrazach pojawia, ale wyłącznie jako cudzysłów – wyjaśnia. Stąd tropy prowadzące do baśniowo-tajemniczego Leśmiana, Harasymowicza czy Olgi Tokarczuk, których twórczość stała się w swoim czasie dla Maleszy przedmiotem scenicznego rekwizytu, a także – a może przede wszystkim – bohaterów sztuk, wystawianych przez Teatr Wierszalin, z którym artysta od lat współpracuje. Jednak Malesza broni się przed jednoznacznością. Wielokrotnie przemalowuje swoje obrazy, pozbawiając je „zbędnych” postaci, form czy kolorów, „zakłócających” przekaz. Stąd pochopne wrażenie pustego, oczyszczonego pejzażu, zaznaczonego prostą kreską i wyraźnym konturem.
– Lubię pusty, czysty pejzaż, ale i syntetyczny, uporządkowany. Kiedy namaluję serię „szarych” obrazów, tęsknię za wyraźnym kolorem, ale nie za pastelowym półcieniem, który „rozrzedza” emocje i tłumi napięcie, a napięcie w moich pracach jest kluczowe – zdradza kulisy malarskiego warsztatu.

Ptaki moje

Ptaki, kozy, koty, krowy i konie. Uskrzydlone, tak jak ludzie, którzy są obok. Przytulają się do nich, idą za nimi, jedzą z tej samej miski, przysiadają na ramieniu, patrzą na ich śmierć i na ich miłość. Zwierzęta przy kołysce i przy trumnie. Zwierzęta w ludziach i ludzie w zwierzętach. Ta alegoria wspólnoty czy powinowactwa losu człowieka i natury rodzi pytanie o sens życia i przemijania. Ale te postaci nie krzyczą z rozpaczy ani nie rechocą z radości. Jest w nich proste przyzwolenie na codzienną egzystencję – raz zabarwioną smutkiem, raz niepewnym uśmiechem, raz samotnością i rozłąką,  innym razem poezją miłości i zabawy, ale i starzeniem się, i odchodzeniem. Ale dokąd? Co kryje się za tym horyzontem, powleczonym szarą mgłą? Dokąd zaprowadzi rybaka jego mała łódka, niesiona nurtem cierpliwej, niebieskiej wody? Jakiej ściany dotyka dłoń zmęczonego papieża, szukająca oparcia w śnieżnobiałej przestrzeni... To tajemnica.
– Każdy może przejrzeć się w moich obrazach i zobaczyć co innego. Może siebie. A może nic nie zobaczy… - wadzi się z odbiorcą artysta. Bo żeby się zmierzyć z jego obrazem, trzeba się zmierzyć z samym sobą. Uwolnić własne emocje i lęki – albo się do nich przyznać, albo od nich uciec.
Nie. Te obrazy nie niepokoją, choć mogą wzbudzać nostalgię czy żal. Nie są też moralitetem, bo artysta nie wyręcza Boga, nie ocenia ani nie wskazuje drogi. „Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz, Ale w innym sadzie, w innym lesie, Może by inaczej zaszumiał nam las, Wydłużony mgłami na bezkresie...” – zdają się mówić językiem Leśmiana nowożeńcy, biorący ślub na kolorowej łące. Ale nie ma w ich spojrzeniu błysku radości, a jedynie smutna dal. Za chwilę spotkamy ich jako staruszków, trzymających się za ręce, jak para kruków o wspólnych skrzydłach z serii obrazów „Ptaki moje”. Może to jedne i te same skrzydła. U Maleszy zawsze uniesione do góry, rozpięte między niebem a ziemią, gotowe do odlotu

„Niepoprawny Istnieniowiec”

Za oknem pociągu migają krajobrazy. Zlewają się w strumień zieleni, szarości albo bieli. Czasem płoną ociekającym czerwienią przedwieczornym słońcem. Mikołaj Malesza ma zawsze pod ręką ołówek i szkicownik. Zapamiętuje to, co za oknem. Domy, drzewa, ludzie, ptaki i chmury są ledwie zaznaczone, by po chwili dopełnić się na sztalugach. Z takich prototypów – jak nazywa te miniatury z pejzażu – powstają duże płótna, z otwartym szeroko niebem i pulsującą życiem ziemią. Serię pejzaży, inspirowanych krajobrazem z Chlewisk, przywiózł artysta na sokołowską wystawę. Emanuje z nich inna energia. Są ciche, ale inną ciszą, niż te zamieszkałe przez ludzi-aniołów i przez zwierzęta. Wydaje się, że w nich malarz chroni się, by odpocząć. Rozciąga się na ciepłej łące, zaszeptanej przez pasikoniki, by popatrzeć stamtąd na nieboskłon albo uczepić się srebrnego księżyca, który poniesie go w czarną, piękną noc - ten „… niepoprawny Istnieniowiec! Poeta! – znawca mgły i wina. Nadskakujący snom – manowiec, wieczności śpiewna krzątanina”. (B. Leśmian, Srebroń). Pozwólmy mu zatem wrócić do jego świata, nie domykając za nim drzwi. Kiedy będzie trzeba, otworzy je na oścież…

Monika Mikołajczuk

O artyście: Mikołaj Malesza urodził się w 1954 roku w Krynkach na Białostocczyźnie. Studiował w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Architektury Wnętrz. Dyplom z wyróżnieniem otrzymał w 1979 roku. Zajmuje się malarstwem, scenografią i wystawiennictwem. Miał około 30 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, USA, Belgii, Niemczech, Francji, we Włoszech, w Austrii, Japonii, na Litwie, na Ukrainie i w Bułgarii. Jest autorem około 60 scenografii. Za swoją twórczość uhonorowany licznymi nagrodami.

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka