piątek, 15 lipca 2011

przekrzykując Adriano Celentano - Wojciech Szmigoń

miejscy artyści śmierdzą
chodnikami pełnymi psich odchodów
i kurew narożnych
a krzyki Mersjasza unoszą się pomiędzy nimi
gdy pod zapoconą pachą niosę tanie kwiaty
z fabryki idę do ciebie podwórkami
ptaki wyblakłe wypijają całe jasne piwo dnia
w zakamarkach szaletowych posiadłości
mijam celebrytów ogarniętych karczemną paniką
w nieruchomej tafli jeziora lśnią ogony ryb
zamiast pytać o ciemną materię
zadaję pytania o nieistotną lekkość bytu
pociąg pragnień jedzie znowu do tyłu
więc rozbierz się dla mnie powoli
i długo czytaj swoje grzeszne wiersze
niech cię zobaczę szczęśliwą w czarnym staniku
z fabryki idę szybko długie kroki stawiam
przez okna wchodzę niesiony wiatrem
w kominie śpi czerwony język pana mikołaja
drewniane łóżko już skrzypi pod nami
gdy rozplatasz błyskawiczne zamki
jeszcze raz w porzuconych płachtach krzyku
gasną w nas ostatnie wilgotne skrawki
a ty wciąż tańczysz w czarnym staniku
podlewam róże i śpiewam la la la...
przekrzykując Adriano Celentano

Wojciech Szmigoń


za Kozirynek, nr XI/2010

wtorek, 12 lipca 2011

Leszek - Karol Samsel

Co z nami będzie, Leszku? – Folia na chodniku
powoli matowieje w żółcień lub w elegię.
Niedorzeczność znad rzeczy: modlitewnik, grzebień;
wszystko śpiewa psalm stopni, hymn do celowników.

Zostawiono nas samych, twardych od miłości,
jeżeli umrze z nami, zanim nas rozbiorą,
zasypią łzą pryszniców, oddadzą upiorom,
Leszku, co im zwrócimy, kochając najprościej?

Na tamtym zdjęciu stoisz jeszcze w środku gestu,
popołudnie w Radomiu, kawiarnia „Zimowa”,
masz w sobie coś z wilczycy, obumierasz w przestrzeń,

ocean na twych rękach – lepkość wyładowań.
Boję się śmierci, Leszku, chyba nie czas jeszcze,
by wyjąć nas spod ziemi. By tobą całować.

Leszek Pieczyński (1947 - 19 V 1990), cmentarz parafialny w Ostrołęce.

(Dormitoria, 2011)
Karol Samsel

Opublikowany na stronie Artpub Kultura.

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka