sobota, 25 grudnia 2010

Sny - Robert Konca

Obudziłem się wewnątrz kolejnego snu

Byłem włóczęgą w czasoprzestrzeni
zawiniętym w dziurawy całun kradzionego płaszcza
szukającym sensu życia i swej tożsamości
w poezji i mechanice kwantowej

Wierzyłem że świat jest zegarem
Znałem tylko jego peryferia
zapomniane tryby i nieczynne układy
fragmenty nieogarnionej całości

Domyślałem się istnienia wskazówek,
raz poruszonego słowem sekundnika
który pędzi po rozszerzającej się orbicie
Domyślałem się istnienia zegara w zegarze
i nadzorującego to wszystko mistrza

Potem usiłowałem znaleźć miejsce dla siebie
Zerwałem płaszcz,
zbudowałem strukturę zwaną domem
łudząc się że wiem
kto w nim będzie mieszkał

Tymczasem
zazdrościłem pewności ptakom
które wiją swe gniazda

W końcu każdy mój ruch
wymagał filozoficznych rozważań
Myśli były kwantami
zapowiadającymi poemat
lecz jego znaczenia zawsze umierały
zostawiając gdzieś we mnie
tylko szepczące natrętnie echa :
jak dziwnie jest być
tym czym się jest
tu gdzie się jest
ale czym, gdzie ?

Niepostrzeżenie zstępowałem do piekieł samego siebie –
w duszny labirynt jakiegoś ja
Zajęty pielęgnowaniem narastającego obłędu
pozwoliłem aby resztki wiary i domysłów
uległy dekompozycji

Odchodziłem stamtąd tak jak przyszedłem,
w tym samym płaszczu
niczego nie zabierając ze sobą
i niczego nie zostawiając

I obudziłem się wewnątrz kolejnego snu
gdzie wielcy uczeni uważali
że wszechświat jest wibrującą struną
a poeci – że nie ma go wcale

Robert Konca

piątek, 24 grudnia 2010

Smutny wiersz na koniec roku - Artur Rogalski

Kiedy umarli
całkowicie znikną z dni
zaczynają odchodzić z nocy
i to już ostatnia śmierć

na początku
potrzebujemy pomocy
więc często
pojawiają się w snach
jeszcze rozmowy
wspólne spacery
radosne zdziwienie
„to Ty żyjesz?”
pozornie błaha odpowiedź
„tak tutaj”

z czasem coraz rzadsze spotykania
w znanych/nieznanych miastach
w swoich/ nie swoich domach
mijamy się w pośpiechu
na nieistniejących peronach
przestajemy rozpoznawać ich twarze

są jak okruszki ciasta
które kiedyś razem
jedliśmy na imieninach

teraz zmiecione ze stołu
nie do odróżnienia

Artur Rogalski

czwartek, 23 grudnia 2010

Białe zęby bez łupieżu - Robert Konca

( z repertuaru zespołu High Altitude Cerebral Edema)

myję zęby szamponem przeciwłupieżowym
pastę coolgate wcieram we włosy
piorę brudy nie w zwykłym proszku
znowu będę piękny i młody

tylko idiota może być tu szczęśliwy
fakty znam z Faktu, Trwam przy TVP,
gdy trzeba – recytuję numer konta Rydzyka
znajomy refren ten...

Robert Konca

wtorek, 21 grudnia 2010

Symbioza - Robert Konca

Żadna myśl człowieka nie idzie na marne,
nawet ta zapomniana przez swego właściciela
do jednego punktu gdzieś poza przestrzenią
dąży, arymaniczną tucząc larwę.


Demona jeszcze nie ma, on dopiero będzie,
kiedy myśl ostatnia zwieńczy jego imię,
wtedy nad naszymi zwłokami zakwitnie
głodny cień. Potem rozlegnie się wszędzie


wycie trąb. Już teraz nie trudno odgadnąć,
znając nasze myśli i świadomość stadną,
co też ta muzyka będzie dla nas znaczyć :


Nieśmiertelni wrócimy do ruin swych własnych
domów, jak kukły w kulawych siądziemy fotelach,
w wiecznej niewygodzie nie do pomyślenia...

Robert Konca

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka