poniedziałek, 11 października 2010

Złoty trójkąt - Dariusz Adamowski

To niemal złoty trójkąt Indii. Agra, Delhi, pociąg
do Jaipuru. Jak to jest, mieć serce w trzech miejscach,
Tinku? I dlaczego niespełnione miłości zmuszają nas
do podróży?

Przebiegam Lipową, nie pamiętam – wzdłuż czy wszerz?
Deszcz jest tak czy inaczej ostatnią współrzędną. Deszcz,
który nie niesie błogosławieństw, dla kogoś
kto myśli wciąż o Saharze, zalanej wodami
całej reszty świata. Nie tylko Oceanem Indyjskim
i Gangesem, Tinku, ale ołowianymi chmurami monsunów
i arktycznym lodowcem. I krwią, i kropelkami nasienia.
To niezwykłe, że deszcz na Lipowej może mnie nie dotykać.
Moje serce, Tinku, znajduje ścieżki w gąszczu i wymyka się
najbliższym. Ty nie uciekasz przed nikim. Siedzisz u stóp Buddy
i cierpliwie obmywasz moje awatary z błota i snu.

Jest pociąg do Jaipuru, kolebiący się niemrawo
wzdłuż Lipowej. Jest okno z widokiem na Saharę,
całą w deszczu. I jest przypadkowa kartka,
na której ten wiersz już się nie mieści. Nie mieścił się
zresztą w mojej głowie od samego początku.
Był jak jeleń tropiony przez myśliwego. Na odgłos
człowieka spłoszył się i skoczył
w trzy strony świata.

Dariusz Adamowski

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka