niedziela, 26 września 2010

Odzyskując kamienne mosty - Wojciech Szmigoń

Wschodnie zakątki prowincji przydają nowożytnym kolonom obaw
W mulistym dnie nikczemnych osadów urzekają kamienne mosty
Pozostawione przez zapomniane duchy w krajobrazach serdecznych

Matkę przewożę dwa razy do roku z miasta do rodzinnej wsi
Na groby bliskich pominiętych przy społecznych przemianach
Od tak dawna jest w drodze do niezaoranego obszaru nieba


Otulony wilgocią dymu porannych mgieł trzciniak głosem ruczaju
Zaprasza na cichość pośród rozlewisk w głąb gęstych trzcinowisk
W plątaninie strug i przesmyków ucieczka zadumą wyczekiwania

Dziadek odszedł nie mając okazji być okaleczonym w wojnie
Milczał chłopom zamiejscowym utrwalaczom władzy ludowej
Żniwując nie zakłócał spokoju obcych klasowo puszczyków


Nie opisze nic zapachu tataraku zatopionego ciszą sierpniowego słońca
Za zielononóżką wydziobującą z sumienia ziarna mieszczańskiej kultury
Rozkładam ramiona do lotu ponad mostem tęsknym kamiennymi łukami

WS

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka