środa, 25 sierpnia 2010

Ocalony - wspomnienie z dzieciństwa - Robert Konca

długo leżałem na łące nad rzeką
nieskończenie wolno wlókł się nade mną
przez niebo obłok
aż wreszcie zamienił się w szkielet
i sypał mi w oczy biały proch
ze swoich starych kości

i usłyszałem głos :
ja jestem Panią
która być łaskawie pozwala
przez chwilę
i znikomość obnaża w was
myślących że nigdy nie umrzecie

śmierć mówiła do mnie
zatykałem uszy
była wewnątrz
objęła spękaną pustynię serca
w wieczystą dzierżawę

potem ucichła
jakby wstrzymała oddech
chyba weszła w rzekę
albo usnęła w mojej krwi

niedaleko
rybak zdejmował z haczyka
małą senną rybę


Robert Konca

Z cyklu: Przestrzenie błękitu - Magda Raczko-Pietraszek

wtorek, 24 sierpnia 2010

Telgart - Robert Konca

kiedyś żyli tu Celtowie

w okolicznych górach
przetrwały jeszcze
zaklęcia druidów

drzewa
świadome swoich znaczeń
i miejsca w prastarym alfabecie
rozmawiają z umysłami wędrowców
przekazując im swą moc
niepokój i szaleństwo

dziś w miasteczku
przeważają Romowie

całe dnie spędzają na ulicy
jakby czekali na czyjeś przybycie

w przerwach chodzą do sklepu
i kłócą się ze starym sprzedawcą
o ceny wina i szmacianych lalek

kiedy usiedliśmy z Wojtkiem
przy stoliku przed barem
podano nam świeże warzywa
i buteleczkę oliwy extra-virgin
o nazwie Borges

przechodząca obok Cyganka
poprosiła o papierosa

pod ogniem słońca
jej smutne źrenice
błyszczały od dojrzewających wróżb

coś powiedziała w swoim języku
który był dla mnie muzyką
jak oniryczny śpiew
Lisy Gerrard

później
pełni szeptów i przeczuć
poszliśmy z Wojtkiem na autobus
który nie przyjechał

Robert Konca

niedziela, 22 sierpnia 2010

Czarna Bogini - Robert Konca

przyjechałaś na pogrzeb
do powiatowego miasta S.

uwięziony w kręgu cienia
patrzyłem jak idziesz
obleczona w czerń
przechodzisz tak blisko
że mógłbym Ci ofiarować
eteryczna pieszczotę
gdyby nie zakrzywienie przestrzeni
w których to co bliskie
staje się nieskończenie dalekie

spojrzałaś w moją stronę
ale promienie Twoich oczu
nie utworzyły mojego obrazu
z wirujących drobin chaosu

wtedy zrozumiałem
że mnie tu nie ma,
że leżę w tej trumnie
którą właśnie wnosili do katedry
krzepcy chłopcy z firmy charon
albo elisium

i poczułem że coś
wyrywa mnie ze mnie
pozwalając zachować w spadającej pamięci
te chwile gdy mnie zostawiałaś
by wrócić do swojego odległego życia
a ja patrzyłem
za każdym razem mniej materialny
jak znikasz za rogiem ulicy
i jeszcze usłyszałem
miarowe, przytłumione dźwięki
wibrujące w bluźnierczej amplitudzie otchłani
jakby bestia uderzała w dzwon
w głębinach oceanu

Robert Konca

piątek, 20 sierpnia 2010

Przystanek pośród torfowisk - Wojtek Szmigoń

Na tym przystanku nigdy nie zasypia obojętność
Tutaj nie zagląda nauczyciel, nie płacze błazen
Pod drżącymi dachami porcelanowych domów
Mężczyźni kochają się w satynowych oczach kobiet

Nasz świat zaczyna i kończy się zawsze w zapatrzeniu
Na brzegi naszych lęków wypełnionych torfowiskami
Przychodzą dzieci żeby popatrzeć na wypalanie traw
Śmiejemy się razem, do pierwszej utraty przytomności

Mój ojciec był stary; jesienią umiał zbierać grzyby
Nazywać je i suszyć pomiędzy żeberkami grzejnika
Moja matka miała palce żółte od tytoniowego dymu
Paliła częściej niż mówiła; żyła w zgodzie z naturą

Chodźmy przyjacielu, pooddychać powietrzem urojeń
Przegrajmy, żeby zakochać się w ludzkich kłamstwach
Uczucie zwycięstwa pozostawmy sennym barbarzyńcom
O łatwych i dostępnych twarzach

Wojtek Szmigoń

18.06.09

czwartek, 19 sierpnia 2010

Mówię do siebie nie patrz... - Robert Konca

mówię do siebie nie patrz
nie patrz tak często w chmury
choć wspaniałe są i delikatne
i niebo nad nimi tak jasne
jakby z wody wydarte wspomnienie
jednak mówię do siebie nie patrz
nie patrz bo gdy czas się skończy
nie miedzy chmury wejdziesz
lecz między kamienie i osty

Robert Konca

środa, 18 sierpnia 2010

Z cyklu: Twarze (6) - Iza Staręga


duńska panienka - Wojtek Szmigoń

trąciłaś strunę jak
śmierć pragnień
napięta w oczekiwaniu bólu
muzyka wyprowadziła
się na pola pełne zbóż
przecież tak daleko jesteś
dalej niż rozkosz

niech więc falują nam ostatnie wibracje
zmieniają się obrazy na kolor szkarłatu
widok i myśl czasem bywają bezużyteczne
przedwieczne

ktoś kto noc opowiadał tylko językiem
znowu przypomniał mi o wszystkim
smakiem słonym

Wojtek Szmigoń

wtorek, 17 sierpnia 2010

Pieśń dla pesymistyka - Robert Konca

Gdy budzisz się o świcie bez pamięci
i w obcej geometrii szukasz swoich śladów
nic tak nie przypomni ci siebie
jak nabity rewolwer w szufladzie

gdy w sercu czujesz igłę melancholii
spóźnionej miłości przytłoczył cię spadek
nic tak nie pozwoli zapomnieć
jak nabity rewolwer w szufladzie

Gdy to co światem się nazywa widzisz
i zaczynasz wątpić w świadectwo swych wrażeń
nic tak do prawdy cię nie zbliży
jak nabity rewolwer w szufladzie

Robert Konca

Most - Wojtek Szmigoń

nie patrz tak na mnie
świat zmienia zamiary
a ja jestem tylko barmanem
na statku płynącym przez most

Wojciech Szmigoń

piątek, 13 sierpnia 2010

BAR CHIŃSKI - Artur Rogalski

W próżni barowej kuchni
Czang unosi tasak
i na chwilę nieruchomieje

bo zaglądając w korytarzyk
zakończony kiblem dla personelu
przypadkowo doznał oświecenia
dostrzegł lustra wieloświata

ziemia jest piekłem
miejscem zsyłki za kosmiczne zbrodnie
zaś ludzie - to seryjni mordercy galaktyk
podpalacze supernowych
ukarani zamianą
potwornych atomowych korpusów
na wodniste ciałka

ciałka nakłuwa się igłą pamięci
aby w bezchmurne wieczory
mogły wessać
obrazy Mgławicy Kraba
a nocami
przez szparkę snów
wydalić lepkie koszmary

*

zanim ostrze opadnie
Czang już wie
ponieważ wszechświaty
giną podczas przerwy na kawę

należy docenić
łodygi w pączkach
bramy w bluszczu
zmierzch w gwiazdach

i piec w ogniu

po brzegi

Artur Rogalski

Niemy - Wojtek Szmigoń

czuję jak mnie wymyślasz.
czasem jakby wbrew sobie potrafię wpełzać
pomiędzy głosy i słuchać
jak milczenie wydobywa się
z twojej przepony, wypełniasz mnie
czymś więcej niż treścią.
trwasz od zawsze, potem zapominasz,

decydujesz i głośno pytasz,
jak daleko stąd do słów. w tle krzepnie
bezmiar prostych czynności.
z a m a r z a m
i znów jestem niemową w krypcie,
któremu lód przecina rękę
poniżej łokcia,
zawsze od wewnętrznej strony.

od rodziny dostaję obce oczy.
gdy majaczenia ściekają po spiżowych twarzach,
oczekiwania starej matki dryfują w dół,
pod powierzchnię zjawisk.
kultywuję obłęd. cicho zamykam drzwi

i na schodach do świątyni zdejmuję buty.
z tobą dołączam do procesji martwych,
żeby potem wewnątrz ścian,
jak zwierzę wzdychać do kapłanki.
noc wyciera niewidoczne ślady.

WS

środa, 11 sierpnia 2010

FUGA III - Artur Rogalski

KARL RICHTER GRA TOCCATĘ BACHA


superpozycja melodii
to znane dźwięki
zamknięte w oczekiwaniu
jak kot Schredingera
w śmiercionośnym pudełku

w oczekiwaniu
na co?
przecież pamiętamy linię melodyczną
czego chcemy
od już poznanego?

kontynuacji
raz otwartej tajemnicy?

może dzisiejszy wiatr
pragnie aby
melodia była głośniejsza i szybsza
wczorajsze słońce
domaga się mocniejszego
nacisku na radosne nutki
zaś jutrzejsza dziewczyna
marzy aby mistrz
delikatniej muskał klawisze

a on spogląda od niechcenia
w pięciolinię Toccaty jej życia
i prostuje palce

sygnet błyska jak gwiazda

szybko
pomyśl życzenie

zanim Karl Richter opuści dłonie

Maria Kryńska-Szostak

niedziela, 8 sierpnia 2010

Kobiety z tsunami - Maria Kryńska-Szostak

rodzą dzieci pod wodą
wiedzą jak obudzić drzewo
cały las

potrafią nazwać syna
znają położenia geograficzne miast
schematy wiertarek

mają rozpisany czas
na słowa cięższe od powiek

zapas plastrów i szminek
w plecaku kanapkę
i powrotny bilet

dzisiaj je spotkałam
zamiatały morze

Maria Kryńska-Szostak

piątek, 6 sierpnia 2010

narkoza - Wojciech Szmigoń

wzrok podąża za obrazem rozpełzających się linii,
rozpadają się
na ślimaczące się odcinki, lepią się
do geometrii udawanych mebli. wtedy unoszę
krzesło albo inaczej, to krzesło
wraca do mnie echem,
przede mną długa droga do łóżka.
wędrujemy za parawan.

potem przychodzą wtajemniczeni,
a może żołnierze?
i ten dręczący odgłos kroków.
pierwsze pytania słychać po drodze.
cisza na trzy: raz, dwa, trzy!
melodia pełznie tuż za rytmem. szukam
po omacku fraktali, byle dotykać,
byle poczuć chłód.

w snach wibracje, rozsypane jak paciorki
i światło posklejane
bez formalnej logiki, potem zmęczenie ciszą.
przepraszam, czy ktoś tu jeszcze oddycha?
w tle jakby tępy szloch
i wspomnienie plam na spodniach.
brak oddechu, oczy za oknem.


WS

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

FUGA I. VALKOINEN KUOLEMA. - Artur Rogalski

lato

motyle
sączą zastygłe w zieleni kolory
skrzydełka muskają pręciki i płatki
chwilowe obiekty uwielbienia

zima

głodny myszołów
przylatuje do karmnika pod oknami
połyka w pośpiechu resztki mięsa
zanim zastygną na kamień
i wabiony ledwo słyszalnym wezwaniem
skrzypiącej od bieli przestrzeni
odlatuje

*

w południach
pławi się miłość
północą przychodzi
śmierć

gdy obie rodziły się - w wodzie
lody fiordu trzeszczały z bólu
a otchłań cypryjskiego morza
falowała pożądaniem

*

smugi kadzideł z bursztynu
to suknia karminowej pani
kluczącej labiryntem pragnień
od komnaty do komnaty

zaprasza
kusi
oddala

i znika

wtedy przychodzi biała

potrafi wytropić nas wszędzie
niczym Simo Häyhä rosyjskich żołnierzy

jak on - zawsze trafia do celu

o tajemnicę skuteczności
nagabywało ją wielu
z początku szeptała - nie rozumiem
teraz odpowiada słowami fińskiego snajpera:

praktyka

robię to co do mnie należy
najlepiej jak umiem

Artur Rogalski

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka