środa, 26 maja 2010

KTOŚ ZUPEŁNIE INNY NIŻ JA - Artur Rogalski

Za bramą ogrodu
patrzę na kogoś zupełnie innego niż ja
a jednak na siebie

wokół
szepty i stłumione śmiechy

z kroplami deszczu
opadają na ziemię
rusałki
splatają włosy syren
z gałązkami krzaków
a płatki wirują w takt piosenki

on przechodzi obok kałuż
ostrożnie
aby nie zniweczyć
urokliwych ornamentów
tej przestrzeni
gdzie leniwy gest
przerywa bezruch
jak w kukiełkowym teatrzyku

władczynie strumieni
boginie rozdroży
królowe łąk i jezior
czuwajcie nad jego ścieżką

Artur Rogalski

niedziela, 23 maja 2010

EROTYK - Wojciech Szmigoń

Krople potu opuszczają Twoją twarz krętymi drogami
firanka rytmicznie poddaje się nieustępliwości wiatru
dzień pieści przechodniów utkanych ptasimi głosami
na brzegach rwących ulic toną w upale samochody
pulsują światła kierujących ruchem morskich latarń

Zderzenie i huk pękających emocji; rozsypane szkło
światło wdarło się głęboko w miękkie ciała karoserii
sztywnieją mięśnie ściśnięte nieuniknionym; rozkwita absolut
jęk świata mieszającego życie i śmierć w gorącym tyglu

Przez chwilę widziałam Twoje odbicie w moich oczach

Wojciech Szmigoń


wiersz z antologii "Rzeki epizodyczne"

sobota, 22 maja 2010

NIENAZYWALNE – Robert Konca

jestem mało nowoczesnym
producentem wierszy

obca mi jest
chirurgiczna precyzja
z jaką wyznawcy papieża lingwizmu
wykrawają obrazy świata
ze słów wcześniej już pociętych
jak wyroby gotowe w garmażerce

zamiast zabaw sylabami
słucham narracji przestrzeni
namiętnych szeptów Bogini
podziemnych spowiedzi przodków
w poczuciu wszechogarniającej obecności
tego co nienazywalne
i wiem że jestem twórcą
który nie dorasta
do swojego ułomnego dzieła

ale znam groby bezimienne
ukryte w paprociach

i cały drżę w nieubłaganym delirium
przyjmując inspirację
ostrzy pamięci

te rany czasem krwawią
wersami


Robert Konca

środa, 19 maja 2010

Z CZERWIENIĄ W TLE - Maria Kryńska-Szostak

"Cis przesyła mi ciemność - ciemność i milczenie."
(Sylvia Plath, "Księżyc i Cis")

"Umieranie jest sztuką tak jak wszystko
Jestem w niej mistrzem"
(S.Plath, "Kobieta Łazarz")


Malowała paznokcie czerwonym lakierem.
Związywała pukle włosów wstążką.
Stroiła się - jak mówią - na ostatnią godzinę.
Jeszcze nie dostrzegłam w kącikach jej oczu
samochodu - zabójcy, który w poniedziałek rano
rozetrze jej kruche ciało, jej biodro w falbankach,
jej czerwone paznokcie na wiór.

On przyniósł mi wtedy kapustę - dużą dorodną głowę.
Mówił, że nie warto, że mówią nieprawdę.
Kapusta długo leżała bez ruchu.
Pochowałam ją, po jego samobójczej śmierci.
Złożyłam jej blade ciało, uschłe włókna,
pod krzakiem czerwonej porzeczki.

Wtedy jej jeszcze nie znałam. Widziałam tylko
usypany grób. Wydobywała się z niego ręka i głowa
Chrystusa zerwanego z krzyża - krzyżyka zaledwie,
noszonego zazwyczaj na falującej oddechem piersi
uwięzionej w sukience czerwonej jak płatki róż.

Mówią że jej poezja zyskała na sile - gdy umarła.
Rozpękł się szklany klosz jej udręki.
Posypały się maki październikowe. Posypał się śnieg.
Nadciągnął wiatr i zatrząsł cyprysem
jakby strącić chciał księżyc jej zaciśniętej w pięść myśli...
Wtedy zdjęto pieczęcie z jej ciała.
Rozebrano słowo, ciało z ciała, krew z krwi.


Maria Kryńska-Szostak

niedziela, 16 maja 2010

"W czerwieni się zmieszczę" - Eliza Krawczuk



Eliza Krawczuk
"W czerwieni się zmieszczę"
Wydawca: RaSIL – Konfraternia Kozirynek
ISBN 978-83-927516-5-6
Format: 10,5x21 cm
Stron: 60
Cena: 10 zł
Księgarnia RaSILa

wtorek, 11 maja 2010

MODLITWA PO POSIŁKU - Karol Samsel

zjadłem cię dobry człowieku
a galilejczyk nie zstąpił z nieba
aby rąbkiem swej sukni porazić
światło które dziś połknąłem

jakże miękko mogłem w tobie zakosztować
jeden dzień żałoby wart jest więcej
niż wszystkie tancerki globe theatre
niż glina tańcząca dla pigmaliona

tak jakbym spalał pół papierosa
lub rósł jak strzałka wysokościomierza
płonę jak noc z cudzą gwiazdą w trzewiach
na fotografiach odrywam się od reszty

dziwne że sztukmistrz jeszcze nie przybył
w oknie wciąż leży jego garderoba
tunika znad jordanu parę śladów ciała
niech bóg mu przebaczy jego obojętność

nas już nie rozłączą nawet serafiny
cóż mogą duszyczki przeciwko zrostowi
zjadłem cię dobry zjadłem cię najlepszy
odszedłem od stołu i myślę o tobie

Karol Samsel

Warszawa, 9.04.2010 r.

niedziela, 9 maja 2010

Spowiedź Albrechta Dürera - Karol Samsel

Z cyklu: SOLILOKWIA

Przebacz mi, ojcze, popłoch, mówię we wzruszeniu,
spotkałem antychrysta na rynku w Bazylei,
fantom ubrany w ornat, pod wieczór w kościele
zdradził mi tajemnicę - umrę w zachwyceniu.

Szybko wyszedłem na skwer, zabity przez przestrzeń,
nicością otrupiały, w słońcu pinakotek
próbowałem się wieszać - pod gajem jak motyl
z trzepotem odrąbanym od skrzydeł na deszczu.

W jednej chwili pojąłem, że jestem mesjaszem,
tym z grawiur i z podmiejskich procesji złotników,
jestem grozą żelaza, Nazaret skrzydlatym,

tak powstał autoportret z ziaren i ogników,
rozplotłem włosy, ojcze, z wściekłością zatraty,
zalałem twarz werniksem i czekałem świtu.

Łeba, 6.08.2009r.

Karol Samsel

(Polecam blog autora: Państwo labiryntów)

sobota, 8 maja 2010

APOSTOŁOWIE- Karol Samsel

uczyli nas jak modlić się z pamięci:
w małych pancerzykach salek katechetycznych
słońce prześwietlało nasze różańce,
kładliśmy je na modlitewnikach
i myśleliśmy sobie, że właśnie tak
będą wyglądać kłębki naszych ciał,
gdy przedwcześnie osiągniemy starość.

nie znaliśmy jeszcze płócieni rubensa
ani karakonów modiglianiego
(może poza tymi z księgi kapłańskiej).
społeczeństwo nazywało nas
wydrążoną jaskinią czułości, ale my tylko
chcieliśmy mieć broń na czas gorączki
i armię alchemików na okres epidemii.

inkantacja dobrego pasterza służyła
w dniach smutku i odkształceń,
rota na cześć niepokalanej ratowała
przed pokusą znaną jako niepewność
świętego antoniego. w głębi serca
szkoda tych lat - miasta wchłaniały nas
jak kawałek drzazgi lub światło lasera.

dobry boże odratowali nas w ostatniej chwili.
kiedy wróciłeś na ziemię byliśmy już obmyci:
bez śladów walki składaliśmy ofiarę rybom na piasku.

2.12.2009r.

Karol Samsel

poniedziałek, 3 maja 2010

SONATA PETERSBURSKA - Karol Samsel

w cerkwi kosmy i damiana
stara petra wołodkinowa
(kobieta o rękach samobójcy
i ustach rosyjskiej tancerki)
z ikoną matki opiekuńczej
wsuniętą w rozdarty szynel
opłakuje swojego małżonka.

ciało dymitra jest już rozdzielone
na wiele promieni i stężeń.
biodra dymitra przypominają lato
w sankt-petersburgu (trudno w to
uwierzyć, ale wciąż są w nim
te wszystkie apteki oddalone
od newy na długość lekarstwa).

petra zmęczyła się długim grzebaniem:
marzy o dalekich wyspach sachalinu
i o mężczyźnie (piersi jak dwie hostie
rozpuszczone w krzyżmo), o którym
będzie mówić adonai intonując ruskie
hosanna. który nie umrze od razu
ani z pierwszym porażeniem wiatru.

dusza dymitra jest już oddana
rzece zdrajców i oskarżycieli.
głowa dymitra myśli o aktorkach
z teatru maryjskiego (jak wdzięcznie
tańczyłyby w wodzie przejrzałe niczym
liście herbaty lub kłącza serpentyny).
o śmierci, tak bardzo niefrasobliwa.

módlmy się za petrę,
gdy nicość ją pochłania
czarnym dymem korzenia
kosteczka po kosteczce.

módlmy się za dymitra,
gdy zaczyna płakać
z nogami splątanymi
trawą apokryfów.

27.02.2010r.

Karol Samsel

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka