środa, 31 marca 2010

*** - Artur Rogalski

anonimowemu więźniowi GUŁAG-u

na początku
był rząd liter na białej karcie

potem reakcje organizmu
na ujemne czynniki
wewnętrzne i zewnętrzne

w końcu najgorsze ze wszystkiego
przyzwyczajenie
i ciągły koszmar niewiedzy

skradzione życie
wyrzucono poza granicę
wszystkich archipelagów
mały okruch
wieży Babel

to tu

to tam


Artur Rogalski

(wiersz opublikowany w kwartalniku kulturalnym Kozirynek, nr VII/2009)

wtorek, 30 marca 2010

Qoyllor Rit'i - Maria Kryńska-Szostak

rzeki płynące
wschód światła w świętym lodzie
wędrówka w górę


Maria Kryńska-Szostak

(utwór opublikowany w kwartalniku kulturalnym Kozirynek, nr X/2009)

sobota, 27 marca 2010

BAJKA - Dariusz Adamowski

Gdzie jest miejsce na wiersz? Nie zapiszemy
białych kartek. I stanie się zima. Chłód
dotknie tkanek i utka sieć z wszystkiego co żyło.
Połączy ściętą krew ssaka i martwe oko ryby
w jeden collage.

Rozjarzy się, co było ciemne
i już nie zgaśnie. Utonie, co miało się unosić.
Wyblaknie, co było zapisane.

Natchnienie jest jak oddech na mrozie. Dusza
ptaka odlatująca do zimnych krajów.

Dariusz Adamowski

(wiersz opublikowany również na zeszytypoetyckie.pl

piątek, 26 marca 2010

WIERNA LIPA W BENIOWEJ - Wojciech Szmigoń

Tutaj w Bukowcu
zaczyna się droga
sacrum et profanum

Ktoś napisał
przyszedłem tylko po Zbawienie
chyba kredą

Na utraconych ścieżkach
niewidzialnego świata
oczom na przeciw
wychodzą

Świadectwa
z przycerkiewnego cmentarza
wysiedlona tradycja

A raz do roku
podobno w czerwcu
Archanioł Michał modli się
za dusze mieszkańców

Wieś Benedykta od młynów
dziwnie nieistniejąca
pierwszym światłem utkana
z wrażeń

Fragmenty kamiennych
opowieści
poświęcony nóż
porozrzucane kwiaty

Nad ziemią Beniowej
wciąż czuwa zbójnik
Ołeksy Dobosz
gdy wierna Lipa patrzy
głębiej

W otwartą przestrzeń
odkrywanej głuszy
czas iść

Przez zapomnienie
zapachem pokrzyw
jak tęsknotą

Wojciech Szmigoń


(wiersz opublikowany w piśmie Kozirynek, nr VIII/2009)

środa, 24 marca 2010

SYBERIA - Robert Konca

miałem sen

moja babcia
która umarła
w dziewięćdziesiątym drugim
i mój ojciec
który ją wyprzedził
w siedemdziesiątym trzecim
siedzieli za kulisami teatru
w pięknym mieście Krasnojarsk

stałem zaplatany
w kurtynę między światami

ojciec się nie odzywał
pił wódkę
próbując spojrzeć
w rozbiegane oczy czasu
po czym zniknął

zbyt mało zostawił mi wspomnień
aby się śnić

a więc wróciłaś, babciu
do ziemi swych urodzin
do bezkresnych dorzeczy
tęsknoty i chłodu
gdzie przerażającym pięknem Syberii
zachłysnęło się tylu naszych
pozostawiając osad imion i modlitw
na ścianach baraków -
zanim zniknęli w śmiertelnym zachwycie
jak cienie w obrazie świata,
punkty osobliwe
na osi współrzędnych imperium
pierwotnie istniejące w zamyśle twórcy
lecz później w ostatecznym przejawie
ekspresji
zabrakło dla nich miejsca w perspektywie

jako dziecko
uciekałaś stamtąd szczęśliwa
do na wpół mistycznej Polski
ale nigdy nie mogłaś przywyknąć
do zbyt łagodnych zim
i ciasnych odległości
Podlasia i Wileńszczyzny

z Krasnojarska do twego domu
na skraju tajgi
jest dwieście wiorst
to odległość
którą teraz przebywamy
w ciągu najmniejszej jednostki czasu
obowiązującej w moim śnie
i twojej wieczności

już układasz syberyjskiego pasjansa
zwanego katorżniakiem
czekając cierpliwie
aż twój ojciec wróci
z polowania na astralne niedźwiedzie

po drodze pewnie ustawi troskliwie
na szerokich torach magistrali
wykolejoną lokomotywę

i tylko mój ojciec nie potrafi odnaleźć
drogi do domu
choć może wraz ze mną
usiłuje cię teraz dostrzec
przez oniryczne szkice mrozu
na szybie okna,
a dziadek Heniek
szlachetny ateista
któremu w osiemdziesiątym drugim
dosłownie pękło serce
uśmiecha się z zakłopotaniem
przenikając przez drzwi
święcie przekonany
że śni

Robert Konca

(wiersz opublikowany w Kwartalniku Kulturalnym Kozirynek, nr IX/ 2009)

wtorek, 23 marca 2010

*** - Wojciech Szmigoń

ten pan jest ci bliski. naprawdę
niepotrzebny. przestrzeń
zamknięta w oparach ogórkowej.
brudna bielizna. czas trochę z boku.
trochę w cieniu owoce.

już nie takie zielone. nie kwaśne.
masturbacja nie wystarcza żonom
policjantów czy kolejarzy.

wyjdziemy dziś razem. tylko do
pierwszego znaku: stop. za to
w sobotę działka. nie odejdziesz
bo masz dziecko. tajemnicę starości.

Wojciech Szmigoń


(wiersz opublikowany w Kwartalniku Kulturalnym Kozirynek, nr X/2009)

sobota, 20 marca 2010

X BŁĘKITY. PERŁA VERMEERA - Eliza Krawczuk

w tej perle ukrył
nieme pragnienia
dotyk rozkwitły
pocałunek wpatrzony tylko

utrwalił ja
by patrzeć
tyle chociaż
nasycić oczy
jak jej usta drącym karminem
namalować w jej rzęsach
taniec wieczoru i poranka

by słyszeć
gdy znużony wypije
ostatnią kroplę terpentyny

że ona rozgryza
skorupkę perły

Eliza Krawczuk

(wiersz opublikowany w kwartalniku kulturalnym Kozirynek, nr X/2009)

poniedziałek, 15 marca 2010

NIEPRZECZYTANE - Artur Rogalski

wiersze najlepiej
zabijać zimą

wiosną i latem
trochę słońca
trochę ciała dziewczyny z naprzeciwka
trochę kolorów
twórcza niemoc
słowa wirują
w powietrzu bez lęku
dzięki kształtom i ochronnym barwom
niewidoczne w plątaninie róż i jaśminu

zima
sprzyja ostatecznym rozwiązaniom
ślady zwrotek na śniegu
są tak dobrze widoczne

zimą
literom trudno
obronić się przed pułapkami
aby żyć potrzebują światła
mrok odbiera im siły

w końcu ostrożnie wchodzą na kartkę
zwabione z przestrzeni
obietnicami aplauzu
długowieczności pomiędzy wygodnymi okładkami
wydaje się że to już tak blisko

szeregi
zastygają w oczekiwaniu
na spełnienie

lecz po chwili
bezgłośny wrzask
zdań
kiedy dobrotliwy autor
bóg ojciec opiekun
zgniata kolejny transport metafor
w dłoni
i kieruje kroki w stronę
krematorium z białych kafelków

*

zimą
ptaki wydziobują
resztki słów
ze śniegu

Artur Rogalski

sobota, 13 marca 2010

ODYSEJA. LIST. - Adam Świć

Mariolu! Stoję już piaty dzień na granicy. Nudno jak cholera. Kupiłem sobie dziś w kiosku parę zeszytów z komiksami i czytam. W jednym była historia takiego rycerza - Odysa, co to wracał przez parę lat z wojny i nie mógł wrócić. I, jak Boga kocham, jakbym siebie widział! A jego żona, Penelopa, czekała w domu obstawionym gachami i się, wiesz Mariolka, nie załamała.Silny charakter miała, całkiem jak Ty. A i on był twardy, chociaż go różne boginki i czarodziejki kusiły. Tutejsze mają po piętnaście lat i chodzą wymalowane jak stare miasto. Już prawie dziesięć dni jadę z tej Turcji. Kumple to już się w ogóle w świnie zamienili i chleją na umór. wiesz, jakieś chamidło wybiło mi prawy reflektor w moim tirze i się wkurzam, bo nie ma części. Ten Odys też się męczył z olbrzymem z jednym okiem. Śmieszne, co? Na dodatek po trasie dwóch celników się do mnie przyczepiło. Normalnie potwory jakieś. Nic mi się w tej drodze nie udaje, jakby ktoś celowo przeszkadzał. Ale niedługo będę w domu i, bez żartów, lepiej żebym nikogo w szafie nie znalazł, bo zabiję. Tyle mnie nie było, że nie wiem, czy chałupę poznam. Nigdy już nie biorę trasy z koniną w puszkach, bo to pechowy towar. Tęsknię. Ucałuj Tomka. Marian.

Adam Świć

(miniatura opublikowana w kwartalniku kulturalnym Kozirynek, nr II/2007)

czwartek, 11 marca 2010

ŻEGLUGA PROMOWA PO RZECY STYKS - Robert Konca

Ci których nazywamy umarłymi
Nie umierają w istocie, oni
Tylko przez chwilę są tu nieobecni

Potem chodzą wśród nas choć nie słychać kroków
Patrzą jak zapominamy pogrążeni w sobie
I nie zauważamy ich powrotu

Myślimy że na zawsze odchodzą
A oni nie zaprzestając swoich poszukiwań
Przekonawszy się że poza tą przestrzenią

Nie ma dla nich niczego lepszego
Pokornie wracają jałową pamięcią ...
Być może później w innym wyciągają miejscu

Swój los, być może obrany na nowo
Cel przeciwną rozjaśnią stronę nieba
Lecz Przewoźnik łapczywie inkasując obol

Ma rozkaz długo kluczyć wśród nurtu rzecznego
I wszystkim pasażerom bez względu na profesję
Mówić że widzi ich dopiero po raz pierwszy

Robert Konca

(wiersz opublikowany w kwartalniku kulturalnym Kozirynek, nr II/2007)

niedziela, 7 marca 2010

DOM - Artur Rogalski

"(...) Brzęczące szyny w mroku za plecami i mocne światło księżyca. Preludium. Patrzę w świetlistą kulę otoczoną pyłem blasku. Teraz, gdy stoję na moście pomiędzy dniem a nocą, wszystkie zmysły nabierają niezwykłej ostrości. Słyszę głosy ludzi z pociągu jadącego dobre kilkanaście kilometrów od zardzewiałej huśtawki, na której siedzę, słyszę stukot ich myśli. Wdycham wszechświat w głąb płuc. Czuję woń każdej z osobna sosnowej belki, gwiazdy czy źdźbła trawy. I jeszcze przenikający wszystko swojski smrodek gnojówki. Rozpędzone gamy zapachów drążą w mózgu wąskie korytarze, po czym zamykają się w nich. Kto wie, na jak długo - dzień, miesiąc, rok... czy może już do końca? (...)" - Dom (fragment), Artur Rogalski

Kozirynek, nr I/2007

środa, 3 marca 2010

WYŻ - Dariusz Adamowski

Minus dziesięć, minus dwadzieścia - medytuje
nad nami wyż. Chce przeniknąć czoła, czaszki.
Chce wiedzieć. Tak naprawdę nie ma tam nic.

Trochę więcej powietrza. Niebo się wygładza,
a z wnętrza kosmosu przebija czysty granat.
Twoja zgubiona soczewka patrzy sama. Widzi.

Dariusz Adamowski

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka