sobota, 31 października 2009

POSPIESZNY DO WARSZAWY- Wojciech Szmigoń

wstałem wcześniej niż moja czerwona koszula
tuląca się kurczowo do sztywnej poręczy krzesła
przez moment budzik i ja skrzyżowaliśmy spojrzenia
dlaczego nie zaskoczył mnie dziś swoim milczeniem?
nie wiem...

(może życzliwość nie leży w jego wrednej zegarkowej naturze?)

wszystko jest drogą, zrzędzą mijane latarnie,
a dla mnie
miasto jest tylko nienormalnie
groteskowym labiryntem
gapiącym się w słońce narysowane żółtym flamastrem
na reklamach prezerwatyw o zwiększonej wytrzymałości

do dworca docieram mijając przestrzeń
wymyśloną przed sobą ad hoc
nie jest to łatwe z powodu powtarzalności,
(dobrze wiesz o czym mówię)

powtarzalność komplikuje wędrowcom
brodzenie w mulistym dnie rzeki
powtarzalność jest nudą wpisaną w dymek
poezji snującej się nad kartką
powtarzalność to narkotyk poety, odbiera
żarliwość dając w zamian podziw

przedział kolejowy staje się azylem
dla moich skórzanych butów ukrytych
pod sąsiednim fotelem, one niemało już
wiedzą o kolejowych zakamarkach
później, a właściwie po chwili, zakochuję się
w istniejących tutaj kobietach

moje prawe oko napotyka na dzieło
Rubensa wymalowane na oparciu
pachnąca piwem matka boska z
dzieciątkiem będzie z nami całą drogę
moja lewa strona ciała zmienia się w
miękkie języki freudowskich symboli

nie widziałem tu ciebie ślicznotko nigdy
wcześniej a wiem, że odkryję z tobą
całą drogę do Warszawy, a może nawet
odejdę na całe życie z pierwszą stacją

podróż poprawia makijaż przed własnym
weselem, a my oboje siedzimy zaręczeni
ojciec konduktor zaraz da nam ślub,
pobłogosławi swoim urzędowym kasownikiem

zazdrość dopadnie mnie wkrótce, bo jak tu
rywalizować z kolejowym dworcem
który oferuje wyjście z każdej sytuacji,
bardziej hipnotycznej niż pierwszy krok
na peronie

(wiersz opublikowany również w "Kozirynek", nr II/2007)

piątek, 30 października 2009

czwartek, 29 października 2009

JESIENNIEJĄCY- Grzegorz Przepiórka

Liściom, corocznym opadaniem
manifestującym niezmienność,
nie wierzę. Ich leciwość,
przyprószona purpurą i złotem
niewiele ma wspólnego z mądrością.
Stanowi raczej dobitną zapowiedź
nieuniknionego przez powtarzalne.

Dlatego zawczasu buduję
nowy hermetyczny dom
z ułomków słów, gestów i obrazów
dobrze znanych.
Ostatecznie godzę się na jesień
w jego obejściu, mając nadzieję,
że z urządzeniem wnętrza
poczekam jak najdłużej.
Póki czas chwytam w pajęcze sieci
ostatki babiego lata.

(z tomu "Aneks", 2009)

poniedziałek, 26 października 2009

niedziela, 25 października 2009

*** - Magda Raczko -Pietraszek

Słońce zaklęte
w opadłych liściach,
palone na stosie
z dymem
wraca do nieba.

(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek", nr II/2007)

środa, 14 października 2009

POD SZKLANYM KLOSZEM- Maria Kryńska-Szostak

Stopy zdają się mówić:
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
(Krawędź, S.Plath)

Jaki smak będą mieć wigilijne róże?
Pszczoły wzlatują. Wyczuwają wiosnę.
(Przezimowanie, S.Plath)


Może niebo mnie wypełni - stanę się błękitem. Pszczoły
zwinięte w rój runą na mnie i we mnie, obnażą mnie
do szpiku kości. Będziesz potem szukał długo -nie rozpoznasz,
nawet jednego słowa, nawet jednej obumarłej części.

Jeszcze walczy o mnie mój zagon cebuli, jabłonie,
siedemdziesiąt jeden na jedną, zabieram im owoc jak swój.
Powalam drzewa miłością, po której milczenie. Cmentarz
rozrasta się we mnie ciszą, do nieprzytomności.

Trawa wbija się w stopy zawsze, wyzierając na wylot.
Nie mam jej tego za złe, niech robi co chce.
Przywykłam do bólu. Ścianie oddaję czerwień, kolor
mego serca, przecież go porzucę. Położę się. Zasnę.

Jeśli nie potknę się o Krawędź w tym szalonym pędzie,
przetrwam. Przezimuję. Zrzucę szaty żałobne. Cis dostojnie się nagnie
mojej smukłej skórze. Księżyc udzieli ślubu obrączce w welonie.
Ja zasiądę do miodu, spojrzę kocim okiem, więc to był raz trzeci.

(pierwodruk: "Kozirynek", nr3/2008)

poniedziałek, 5 października 2009

PODRÓŻE Z KOTEM SCHROEDINGERA

postawiłeś stół na ziemi w samym środku kosmosu
chodzimy pomiędzy szklanymi taflami,racjonaliści
nasłuchujący ciszy wpisanej w papierowe dzwony

dzieci nie rodzą się opakowane w plastikowe torby
myślę o nas, dojrzewających na skwerach i ulicach


nadchodzi kolejna fala refleksji, tunele bez początków
słowa w superpozycji bez znaczeń, czas bez kierunku
żaden obserwator nie obserwuje własnej świadomości

a gdyby tak zaistnieć? dotykać wszystkich wymiarów
zamiast lęku rysować kredą czarne winogrona zdarzeń
zatracić iluzoryczną symetrię słów - przed, po i teraz

(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek", nr II/2007)

niedziela, 4 października 2009

ZAPIS 2 - Dariusz Adamowski

Śnią mi się góry i przyjaciele rozważający
samobójstwo. A moja babka, w świetnej
formie, młodsza o całe wieki, mówi,
że zamieszka u mnie. (Czy mam dokąd
się wyprowadzić?) I nawiedzają mnie zmarli,
których we śnie bym o to nie podejrzewał.
Nie mają odpowiedzi, ale wiedzą,
że wkrótce napytam sobie biedy. Bo jeśli czas
przeszły i przyszły nie istnieją, to grzeszę
wciąż w tym samym ciele i umyśle. Powtarzam
jeden błąd od urodzenia. Rzeźbię go
na pierwszej stronie szesnastokartkowego zeszytu
w trzy linie. A potem, lecz nadal, odchodzę
od zmysłów, liżę ranę. Usta mam coraz bardziej sine,
a oczy coraz mniej przejrzyste. Ale widzę
zmarłych jak żywych. Widzę samobójstwa moich bliskich
i moja babka jest w pokoju obok. Myli mnie
ze swoim ojcem, a ja zostawiam jej dom,
całe miasto. Wyprowadzam się naprzeciwko.

więcej na stronie: Zeszyty Poetyckie

sobota, 3 października 2009

PROWINCJE WSCHODNIE (fragment) - Robert Konca

"... Świat staje się pełniejszy wtedy, kiedy oprócz świadomości istnienia praw fizyki i organizacji materii, jesteśmy gotowi odpowiedzieć na znaki i wołania pochodzące ze stref peryferyjnych, z miejsc, które są obok nas, choć zwykle ich nie dostrzegamy. To są najciekawsze i najbardziej oniryczne prowincje naszej wewnętrznej krainy.Tak samo jest na zewnątrz: fantasmagorie, sny i szepty z kosmicznej otchłani, zdają się łatwiej docierać do miejsc położonych na uboczu,niż do metropolii centralnych, najeżonych antenami, które jednak odbierają tylko sygnały głupawych stacji radiowych i telewizyjnych. Na peryferiach metafizyka i poezja spotyka się z prozą codzienności; demony i anioły spacerują ramię w ramię z ludźmi po brukowanych uliczkach, wnikając w obdrapane ściany dożywających spokojnie swoich dni starych domostw, pamiętających wieki, gdy nie było jeszcze samochodów, paneli budowlanych i jednorazowych gadżetów udających rzeczy codziennego użytku.(...)"

(cały tekst można przeczytać w "Kozirynek" nr II/2007

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka