czwartek, 31 grudnia 2009

Rzeki epizodyczne - antologia


Nowa antologia na Nowy Rok. Jeszcze gorąca jak żywa tkanka.

Wiersze
: Robert Konca, Maria Kryńska-Szostak, Magdalena Raczko-Pietraszek, Artur Rogalski, Wojciech Szmigoń

Translated
by Iwona Cymerman

Skład: Przemysław Tytus Krupski

Wydawca:
RASiL - Konfraternia Kozirynek

Podziękowania dla Konfraterni i sponsora, który niestety chce pozostać anonimowy.

wtorek, 29 grudnia 2009

ROZPRUWACZ - Dariusz Adamowski

To co zasłonięte musi zostać odkryte. Trudzimy się,
by to zobaczyć i dlatego tak często zostawiamy głowy
na torach, dlatego spadamy z najwyższych pięter.
A gdy leżymy, nóż kroi głęboko. Cięcia przebiegają
wzdłuż linii podstawowych wiązań. Potrzeba bardzo ostrych
narzędzi i wielkich prędkości, by sprawdzić, czy jesteśmy stworzeni
z tej samej substancji, która nadaje nam zewnętrzny kształt.
Czy utrzymuje nas przy życiu pięciopalczaste złudzenie?
Jeśli tak, zaiste powstaniemy z martwych i zapiszemy przestrzeń
jak zwykła kartkę. Jeśli nie, zstąpimy do niższych wymiarów
i będziemy się kurczyć w bóstwach do nieskończoności.

Dariusz Adamowski
Zajrzyj w ciemność krwi, w lepkość szpiku. Oto twoja droga.
Oto nóż.

piątek, 25 grudnia 2009

SONET - Dariusz Adamowski

Te ścięgna ścieżek zapisanych w biegu
tropami ludzi, zwierząt. Białe pole
zmienia teorię w praktykę i wolę
myśleć, że każdy nikły ślad na śniegu

prowadzi dokądś. Że zając, co skoczył
nagle za zaspę, zasłuży na więcej
niźli przecinek, maźnięty naprędce –
choćby na myślnik. Kiedy przymknę oczy,

tak o tym myślę, lecz na horyzoncie
dogasa światło. Tam staje maszyna
zwierzęcych mięśni. Zostajesz na lodzie,

na obcym lądzie, gdzie żadna przyczyna
nie rządzi skutkiem. Gdzieś w przejrzystym chłodzie,
gdzie nic się kończy – nic się znów zaczyna.

Dariusz Adamowski

(wiersz opublikowany również w papierowej i internetowej wersji pisma "Akcent")

czwartek, 24 grudnia 2009

*** - Magda Raczko-Pietraszek

Wschodzi zimowe
słońce,
księżyc blady
w szarym błękicie.
Dzień z nocą,
Światło z cieniem
razem
tylko przez chwilę.

Magda Raczko-Pietraszek






(wiersz opublikowany w kwartalniku kulturalnym "Kozirynek" nr 2/2007, obraz autorki wiersza z cyklu "Przestrzenie błękitu")

piątek, 18 grudnia 2009

OKO- Dariusz Adamowski

Idę. Pełnia wędruje po mojej lewej stronie.
Wielka. Przytomna. Gotowa pożreć wszystko.
Lub wszystko wypluć. Mój ruch jest pozorny,
pozorowany przez wieki. Podążam, lecz nigdy
nie nadchodzę. Ostrzegam, ale nikt nie drży.
Patrzę, ale nie ma nic do zobaczenia. Tylko jedno
jest oko. Tylko w nim zamiera foton i zmienia się
w kamyk, który dziecko bierze w dłonie. Który
mężczyzna zgniata w pył i sypie na oślep.
To oko się nie zamknie. Nie spłoszy.

Zawracam, aby pełnia poznała moje obie strony.
Cień jest teraz w miejscu światła. Twarz zasłonięta
czernią, błyszczy światłem odbitym, odbitym. Oko
mroczy blaskiem. Lśni czernią.

Dariusz Adamowski
(wiersz opublikowany również na literackie.pl)

środa, 16 grudnia 2009

*** - Adam Świć

każdy ma własną Itakę
choć najczęściej dryfujemy
nie znając jej położenia
żeglowanie jest rzeczą konieczną i
piękną

żeglowanie jest rzeczą straszną
nigdy nie jesteśmy gotowi
na godziny Scylli i dni Charybdy

ale nawet wtedy
ktoś czeka

Adam Świć
(opublikowany w "Kozirynek" nr 2/2007)

wtorek, 15 grudnia 2009

*** - Robert Konca

znalazłem swoje ciało
kształt będący granicą
uprawnień umysłu

znalazłem swój umysł
anarchię i chaos
które zakłócają
kontemplację duszy

znalazłem swoją duszę
jest mglistym przeczuciem
które mnie prowadzi
w objęcia szaleństwa

Robert Konca
(wiersz opublikowany w pismie "Kozirynek", nr 1/2007)

niedziela, 13 grudnia 2009

I STAJE SIĘ NOC- Robert Konca

Włożyłaś błękitną czapkę nieba
I jest ci w niej ładniej
Niż słońcu

Pod szczytem Łomnicy
Wiatr urządza nam lekcję pokory

A tu schronisko zamknięte
Nie będzie elektrycznej herbaty
Z destylatem z leśnego runa
Gospodarz
Pan Laco Kulanga
Pewnie utknął gdzieś na szlaku
Z dwustukilowym ładunkiem
Na szerokich plecach
A my z naszych atomów i próźni
Musimy uformować jedno ciało stałe
By wiatr nie zdmuchnął nas z grani

Śliskie kamienne stopnie
Ewidentnie wiodą do nieba
I to dobrze że jesteśmy
Bardziej zdziwieni niż rozczarowani
Gdy skalna ścieżka znienacka
Obiera niemal infernalny wektor

Lesista dolina
Pełna jest mgieł i wątpliwości
Rozkładamy kolorową mapę
Dzieło sztuki abstrakcyjnej
By znaleźć drogę do wieczoru w bazie
Gdzie kaflowy piec już czeka
Na wzniecenie ognia
Jak poeta na łaskę natchnienia

I staje się wieczór
Piec szepcze czule
W kaflowym narzeczu,
Wrze woda na herbatę

To chwila kiedy ufam
Że na nic entropia
Ucieczka galaktyk
Paroksyzmy czasu
Próbujące ukraść nam młodość
Piękno i wszelką nadzieję

Czy jesteśmy razem
Nie wiem
Ale czy są samotne
Dwie cząsteczki wygnane
Na przeciwległe krańce kosmosu
A jednocześnie tak bliskie
Bo przecież oddziałują na siebie
Zaginając czasoprzestrzeń
Jak kartkę papieru

I staje się noc
A nasze oczy
Śnią się nam nawzajem


Robert Konca
(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek" nr 4/2008)

czwartek, 10 grudnia 2009

LOVE POEMS- Dariusz Adamowski

Cóż nam pozostaje, poza pisaniem
miłosnych wierszy. Zima jest wszędzie,
w każdym zakamarku śniącego serca.

Rozpalamy w kominkach, ale drzazgi
nie zajmują się ogniem. Zapalniczki
nie krzeszą iskier. Widzisz twarz przyjaciela
i nie wiesz, czy to twoje własne odbicie. Blask
powraca do źródeł. Światło nie opuszcza cię
na żadnej z fal. Słychać trzaski, promieniowanie
tła, chrzęst złotego piasku w zębach.

Ale nie chcesz tego wszystkiego wiedzieć.

Niech ekran unosi wyznania. Niech kartka
zrobi miejsce na miłość. Niech śnieg krwawi
łagodnie, żeby nikt nie widział mordercy.


Dariusz Adamowski
(wiersz opublikowany również na literackie.pl)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

*** - Adam Świć

zamieszkał w pustej muszli

którą morze wyrzuciło na brzeg
Nora znalazła ją
i przyłożyła do ucha

zniewolił już wiele dziewcząt
szept pięknego króla piratów

Adam Świć

(wiersz opublikowany w "Kozirynek" nr2/2007)

sobota, 5 grudnia 2009

OD CZASU DO CZASU- Wojciech Szmigoń

od czasu do czasu
odwiedź mnie
bez zobowiązań
męża, dzieci i zdrowej diety

zadaj się ze mną
wyrafinowaniem szpilek Blahnik'a
pończochami na poręczy krzesła

gdy zechcesz odejść
wyjdź szybko i dyskretnie
bez przytulenia


(wiersz opublikowany w "Kozirynek" nr 5/2008)

środa, 2 grudnia 2009

PODRÓŻ NA STRYCH - Eliza Krawczuk

I

i tylko schody widzą
niewinność halek
chichoczą pełne jej bioder i nóg
pieści stopnie
coraz wyżej
muśnięcia obcasów
poręcz prowadzi do klamki
rozchwiana muzyką palców

II

ściany kryją spróchniały jęk
oczy poszukują światła
belki najeżone surowością
z trzaskiem łamią biel
skrywająca jej dumę
przez deski dachu
przesiąka zieleń dnia
na zakamarki twarzy
zafascynowanej półcieniem tajemnicy
usta rozgniotła na skrawku lustra
które obserwowało jej dorastanie
a konik zachwiał biegunami
dzieciństwa i dorosłości

III

i tylko schody widzą
rumieniec halek

(wiersz opublikowany w kwartalniku Wyspa, nr 3/2007)

poniedziałek, 30 listopada 2009

PŁONĄCYM ŚWIECOM - Eliza Krawczuk

tak właśnie Bella stała się Chagall
nadała kształt jego spojrzeniu
jak zima

która tak kocha drzewa
że śnieg przybiera kształt gałęzi
by ochronić je przed zmarznięciem

(wiersz opublikowany w kwartalniku Wyspa, nr 3/2007)

sobota, 28 listopada 2009

W ODPOWIEDZI - Artur Rogalski

Marii Kryńskiej-Szostak

Nawet nie zamysłem
szkicu

jesteśmy tylko farbami
zbiorem pstrokatych plam
na palecie Mistrza

używanymi
bez końca
do jego jedynego arcydzieła
z każdego będzie pożytek
nie mylili się prorocy

zwęglone ciała templariuszy
i Joanny
to czerń na skrzydła aniołów nocy
lub pyski gargulców

karmin kobiecych warg
i krew
w purpurę królewskich szat
wtopione

a słowa marzenia strach
mieszanina czerni i bieli
idealne na obraz pod tytułem
szare pokoje
ze smużką pajęczyny

w oczekiwaniu
na wybór odcieni
niektórzy
samotni
jak kolory podstawowe
inni zespoleni
w barwy pochodne

to tylko minerały kosmosu
które roztarto na drobinki
spojone odrobiną wilgoci
uczuć

z prochu jesteś w proch się obrócisz
ze światła przybyłaś
w otchłań blasku wrócisz
zastygniesz stwardniałą plamką
na płótnie

białym szorstkim gruncie
wszechrzeczy

(wiersz opublikowany w "Kozirynek" nr 5/2008)

sobota, 21 listopada 2009

*** - Artur Rogalski

smukłe figurki kochanków
pochylone ku sobie
w rokokowej wycinance
pod fontanną tryskającą
w pocztówkową noc

krople zmieszane z gwiazdami
rysownik zaznaczał z pietyzmem
każdą innymi odcieniami
bieli

ciekawe czy inne widoczki z tej serii
są powieloną jak odbicie w lustrze
kopią pierwszego
a może autor nie mógł się ustrzec
pokusie zmiany koloru sukni damy
lub barwy stroju kawalera

można sobie wyobrażać
jak ostrożnie dobierał farby
i każdy obrazek szkicował
z tą samą czułością

w rzeczywistości
zapewne było inaczej

zajęty inną już pracą
kończył kolejne beznamiętnie
coraz bardziej znudzony
pozostawiając zabawę uczuciami
stworzonymi przez siebie
mieszkańcom rynku

czy zobaczą
przy kulach bukszpanu
w przestrzeni tła
cień pikowej damy

środa, 18 listopada 2009

Motto - Robert Konca

"Świat staje się pełniejszy wtedy, kiedy oprócz świadomości istnienia praw fizyki i organizacji materii, jesteśmy gotowi odpowiedzieć na znaki i wołania pochodzące ze stref peryferyjnych, z miejsc, które są obok nas, choć zwykle ich nie dostrzegamy. To są najciekawsze i najbardziej oniryczne prowincje naszej wewnętrznej krainy." (Robert Konca)

sobota, 14 listopada 2009

1980 - Wojciech Szmigoń

przypadkowy bohater nie odkrył niczego
szturmówki łopotały na plakatach
padły pierwsze słowa

czerwone krzyże otoczone pochylniami
masa krytyczna postulatów z drewna
lubiłem lato, salw nie było

wczoraj w Gdańsku spotkałem Pannę S.
nocą po ćwiartce rozmazany tusz
sierpień bolał jak wtedy

kelnerka rozpłynęła się za naszymi plecami
motywowana setką czystego eteru Panna S.
rozchyliła usta i uda pod stolikiem

zapatrzyłem się w twarz siwego barmana
starając się odgadnąć czy strzeliłby
do własnej córki?

(wiersz opublikowany w "Kozirynek", nr III/2008)

sobota, 7 listopada 2009

PODRÓŻ DO VERNARA- Wojciech Szmigoń

Ważne jest żeby przed podróżą
na progu lęków
pożegnać jakieś stare
dziwnie ważne sprawy

Wytłumaczyć się jeszcze
zmęczonym fantazjom
Wychodząc nakarmić psa
strzępami własnej psyche

Tutaj ktoś już nazwał noc nocą
ktoś inny opisał źrenice Słońca
stał się bogiem lub przeznaczeniem

Tam raz tylko dotykając skał
cały świat stwarzamy od nowa

Wejdźmy w niezwykły czas
pojmowania spojrzeń tysiąca twarzy
kutych kredowym piaskowcem

Nocami na dnie suchego basenu
medytujmy szalonym szeptem
kolejny raz przenosząc się
do raju karpackich drzew

(wiersz opublikowany w nr VII/ 2009 pisma "Kozirynek")

poniedziałek, 2 listopada 2009

*** - Robert Konca

Jakie są wieczory
W tym krajobrazie ze snu
Którego granic przekroczyć nie mogę

Zawsze widzę ten sam pejzaż
Zatopiony w purpurowym świetle
Dwóch zachodzących słońc
wielowymiarowy obraz zastygły
Pomiędzy chwilą skończoną
A jeszcze nie zaczętą
Która ożywa wtedy
Gdy ja budzę się gdzie indziej

Czy kryształowe miasto
Otwiera swoje hotele
Dla księżyca

Czy rzeki można przelewać na dłoń
I smakować jak wino

Czy delfiny błogosławią światu
Tańcem srebrnych płetw
I znikają jak święci
W głębinach nieba

Czy ta postać
Rozpostarta nad widnokręgiem
To Ty
pielęgnująca swoje piękno
W strumieniu gwiazd...

( wiersz opublikowany w "Kozirynek" nr III/2008)

sobota, 31 października 2009

POSPIESZNY DO WARSZAWY- Wojciech Szmigoń

wstałem wcześniej niż moja czerwona koszula
tuląca się kurczowo do sztywnej poręczy krzesła
przez moment budzik i ja skrzyżowaliśmy spojrzenia
dlaczego nie zaskoczył mnie dziś swoim milczeniem?
nie wiem...

(może życzliwość nie leży w jego wrednej zegarkowej naturze?)

wszystko jest drogą, zrzędzą mijane latarnie,
a dla mnie
miasto jest tylko nienormalnie
groteskowym labiryntem
gapiącym się w słońce narysowane żółtym flamastrem
na reklamach prezerwatyw o zwiększonej wytrzymałości

do dworca docieram mijając przestrzeń
wymyśloną przed sobą ad hoc
nie jest to łatwe z powodu powtarzalności,
(dobrze wiesz o czym mówię)

powtarzalność komplikuje wędrowcom
brodzenie w mulistym dnie rzeki
powtarzalność jest nudą wpisaną w dymek
poezji snującej się nad kartką
powtarzalność to narkotyk poety, odbiera
żarliwość dając w zamian podziw

przedział kolejowy staje się azylem
dla moich skórzanych butów ukrytych
pod sąsiednim fotelem, one niemało już
wiedzą o kolejowych zakamarkach
później, a właściwie po chwili, zakochuję się
w istniejących tutaj kobietach

moje prawe oko napotyka na dzieło
Rubensa wymalowane na oparciu
pachnąca piwem matka boska z
dzieciątkiem będzie z nami całą drogę
moja lewa strona ciała zmienia się w
miękkie języki freudowskich symboli

nie widziałem tu ciebie ślicznotko nigdy
wcześniej a wiem, że odkryję z tobą
całą drogę do Warszawy, a może nawet
odejdę na całe życie z pierwszą stacją

podróż poprawia makijaż przed własnym
weselem, a my oboje siedzimy zaręczeni
ojciec konduktor zaraz da nam ślub,
pobłogosławi swoim urzędowym kasownikiem

zazdrość dopadnie mnie wkrótce, bo jak tu
rywalizować z kolejowym dworcem
który oferuje wyjście z każdej sytuacji,
bardziej hipnotycznej niż pierwszy krok
na peronie

(wiersz opublikowany również w "Kozirynek", nr II/2007)

piątek, 30 października 2009

czwartek, 29 października 2009

JESIENNIEJĄCY- Grzegorz Przepiórka

Liściom, corocznym opadaniem
manifestującym niezmienność,
nie wierzę. Ich leciwość,
przyprószona purpurą i złotem
niewiele ma wspólnego z mądrością.
Stanowi raczej dobitną zapowiedź
nieuniknionego przez powtarzalne.

Dlatego zawczasu buduję
nowy hermetyczny dom
z ułomków słów, gestów i obrazów
dobrze znanych.
Ostatecznie godzę się na jesień
w jego obejściu, mając nadzieję,
że z urządzeniem wnętrza
poczekam jak najdłużej.
Póki czas chwytam w pajęcze sieci
ostatki babiego lata.

(z tomu "Aneks", 2009)

poniedziałek, 26 października 2009

niedziela, 25 października 2009

*** - Magda Raczko -Pietraszek

Słońce zaklęte
w opadłych liściach,
palone na stosie
z dymem
wraca do nieba.

(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek", nr II/2007)

środa, 14 października 2009

POD SZKLANYM KLOSZEM- Maria Kryńska-Szostak

Stopy zdają się mówić:
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
(Krawędź, S.Plath)

Jaki smak będą mieć wigilijne róże?
Pszczoły wzlatują. Wyczuwają wiosnę.
(Przezimowanie, S.Plath)


Może niebo mnie wypełni - stanę się błękitem. Pszczoły
zwinięte w rój runą na mnie i we mnie, obnażą mnie
do szpiku kości. Będziesz potem szukał długo -nie rozpoznasz,
nawet jednego słowa, nawet jednej obumarłej części.

Jeszcze walczy o mnie mój zagon cebuli, jabłonie,
siedemdziesiąt jeden na jedną, zabieram im owoc jak swój.
Powalam drzewa miłością, po której milczenie. Cmentarz
rozrasta się we mnie ciszą, do nieprzytomności.

Trawa wbija się w stopy zawsze, wyzierając na wylot.
Nie mam jej tego za złe, niech robi co chce.
Przywykłam do bólu. Ścianie oddaję czerwień, kolor
mego serca, przecież go porzucę. Położę się. Zasnę.

Jeśli nie potknę się o Krawędź w tym szalonym pędzie,
przetrwam. Przezimuję. Zrzucę szaty żałobne. Cis dostojnie się nagnie
mojej smukłej skórze. Księżyc udzieli ślubu obrączce w welonie.
Ja zasiądę do miodu, spojrzę kocim okiem, więc to był raz trzeci.

(pierwodruk: "Kozirynek", nr3/2008)

poniedziałek, 5 października 2009

PODRÓŻE Z KOTEM SCHROEDINGERA

postawiłeś stół na ziemi w samym środku kosmosu
chodzimy pomiędzy szklanymi taflami,racjonaliści
nasłuchujący ciszy wpisanej w papierowe dzwony

dzieci nie rodzą się opakowane w plastikowe torby
myślę o nas, dojrzewających na skwerach i ulicach


nadchodzi kolejna fala refleksji, tunele bez początków
słowa w superpozycji bez znaczeń, czas bez kierunku
żaden obserwator nie obserwuje własnej świadomości

a gdyby tak zaistnieć? dotykać wszystkich wymiarów
zamiast lęku rysować kredą czarne winogrona zdarzeń
zatracić iluzoryczną symetrię słów - przed, po i teraz

(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek", nr II/2007)

niedziela, 4 października 2009

ZAPIS 2 - Dariusz Adamowski

Śnią mi się góry i przyjaciele rozważający
samobójstwo. A moja babka, w świetnej
formie, młodsza o całe wieki, mówi,
że zamieszka u mnie. (Czy mam dokąd
się wyprowadzić?) I nawiedzają mnie zmarli,
których we śnie bym o to nie podejrzewał.
Nie mają odpowiedzi, ale wiedzą,
że wkrótce napytam sobie biedy. Bo jeśli czas
przeszły i przyszły nie istnieją, to grzeszę
wciąż w tym samym ciele i umyśle. Powtarzam
jeden błąd od urodzenia. Rzeźbię go
na pierwszej stronie szesnastokartkowego zeszytu
w trzy linie. A potem, lecz nadal, odchodzę
od zmysłów, liżę ranę. Usta mam coraz bardziej sine,
a oczy coraz mniej przejrzyste. Ale widzę
zmarłych jak żywych. Widzę samobójstwa moich bliskich
i moja babka jest w pokoju obok. Myli mnie
ze swoim ojcem, a ja zostawiam jej dom,
całe miasto. Wyprowadzam się naprzeciwko.

więcej na stronie: Zeszyty Poetyckie

sobota, 3 października 2009

PROWINCJE WSCHODNIE (fragment) - Robert Konca

"... Świat staje się pełniejszy wtedy, kiedy oprócz świadomości istnienia praw fizyki i organizacji materii, jesteśmy gotowi odpowiedzieć na znaki i wołania pochodzące ze stref peryferyjnych, z miejsc, które są obok nas, choć zwykle ich nie dostrzegamy. To są najciekawsze i najbardziej oniryczne prowincje naszej wewnętrznej krainy.Tak samo jest na zewnątrz: fantasmagorie, sny i szepty z kosmicznej otchłani, zdają się łatwiej docierać do miejsc położonych na uboczu,niż do metropolii centralnych, najeżonych antenami, które jednak odbierają tylko sygnały głupawych stacji radiowych i telewizyjnych. Na peryferiach metafizyka i poezja spotyka się z prozą codzienności; demony i anioły spacerują ramię w ramię z ludźmi po brukowanych uliczkach, wnikając w obdrapane ściany dożywających spokojnie swoich dni starych domostw, pamiętających wieki, gdy nie było jeszcze samochodów, paneli budowlanych i jednorazowych gadżetów udających rzeczy codziennego użytku.(...)"

(cały tekst można przeczytać w "Kozirynek" nr II/2007

sobota, 26 września 2009

TIAMAT- Robert Konca

O świcie spoglądając na ten świat przeklęty
Tęsknię za czasem gdy nie było Ziemi
I tylko Ty lśniłaś ponad firmamentem
Złotym blaskiem magii, miłości i wiedzy

Ty jesteś źródłem moich wątpliwości
Wizji perwersyjnych, cierpienia i rozkoszy
Pnę się w górę, upadam, na pozór samotny
Lecz zawsze i wszędzie w zasięgu Twych oczu

Ty jesteś głosem w moich snach niespokojnych
Twego szeptu nie można już porównać z niczym
Są noce kiedy szukam jeszcze głębszej ciemności
By wdychać Twój śpiew rozpuszczony w ciszy

Chwilami Cię dostrzegam w przestrzeni wewnętrznej
W czasie sprzed pamięci, winy i zbawienia
Gdy życie było jednym swobodnym oddechem
Przeczuciem przyszłych losów węża i człowieka

(wiersz opublikowany w "Kozirynek", nrI/2007)

sobota, 19 września 2009

Iza

"– Obiecuję sobie, że od 10 do 14 i od 18 do północy będę siedzieć przy sztalugach. Oczywiście, nie zawsze się to udaje – wyznaje. Uważa jednak, że samo pobycie w pracowni dobrze jej robi, z filiżanką kawy, przed czystą kredową kartką. Ale jeśli już bierze się do pracy, nie odpoczywa nawet przez chwilę. Na obrazie pojawia się... wysmakowana roślina i jeszcze jedna, a nawet zachwycony rosą żuk. Kiedy uważa, że papier zbyt się „zagęścił” wyciera niepotrzebne elementy, jak plamę z czerwonego wina. Od tego przecierania, a także mieszania farby olejnej z pastelą obrazy sprawiają nierzeczywiste, świetliste wrażenie. Potem szybko kończy jedną pracę, by zacząć następną. Jest pewna, że kolejna okaże się lepsza. Znowu akcja będzie się toczyć na łące, a jej bohaterowie – pająki, robaki, motyle oczarowane słońcem zgubią się w wysokich trawach."

Źródło: pismo Weranda
Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: Aneta Borkowska (portret), archiwum artystki
Kontakt z artystką: www.izastarega.pl.

DRZWI- Robert Konca

Na pozór wszystko wydaje się być oczywiste
W każdej chwili możesz iść tam dokąd chcesz
A zatem w postaci niby jednolitej
Podążasz w kierunku drzwi... nagle
Ze zgrozą czujesz że istotna część ciebie
Trzyma się skulona przeciwległej ściany
I duszą cię mury tysiąca pomieszczeń
Z których - choć wyszedłeś - nie wyszedłeś cały...
Chcesz się skoncentrować lecz ręka przeciw ręce
perswazja słowna spotyka cięte odpowiedzi
Nie potrafisz dotrzeć do tych wszystkich miejsc
W których twa tożsamość gnije pośród śmieci
Nigdzie nie pójdziesz - wiatr rozwiewa strzępy
Umysłu, drzwi zaś po to są by tęsknić

(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek" nr 1/2007)

środa, 16 września 2009

LIST DO POETY - Artur Rogalski

o północy widać
dzioby drakkarów
na czerwonych horyzontach
śpiącej Europy
chwila zatrzymała się gdy cięte masztami
chmury
przybierają kształty
anioła ognia

łaska niewiedzy spłynęła na ciebie
a przemijanie dalej galopuje
przez granice epok
i szkarłat ciągle napina szpony
aby rozedrzeć niebo

ja też nie chcę wierzyć
że choć wici wzywają do śmierci
to wciąż pasterze przepędzają stada
przez ciasne wąwozy
a trubadur wyśpiewuje pochwały
Heleny Fourment


Artur Rogalski


(wiersz opublikowany w piśmie "Kozirynek" nr 1/2007)

poniedziałek, 14 września 2009

ARTUROWI ROGALSKIEMU. CZYM JEST PISANIE? (1) - Robert Konca

"Mam potrzebę utrwalania szczęścia i cierpienia, piękna i zdziwienia, miłości i przyprawiających o zawrót głowy metafizycznych podróży; dopiero wówczas pozwalam, aby to wszystko odpłynęło w swoją tajemną stronę, tam gdzie być może nigdy nie będzie mi dane dotrzeć..."

(fragment felietonu "Czym jest pisanie?", opublikowanego w "Kozirynek" nr I/2007)

poniedziałek, 7 września 2009

Katedra - Artur Rogalski

Z najwyższego wzgórza w środku lasu widać ostre
krawędzie katedry
zaplątane w ślimaki schodów

drewno skrzypi w zmroku letniego wieczoru
a świerkowy zagajnik wyrasta na blaszanym balkonie
obok donicy z żółknącym fiskusem
jeszcze można zobaczyć
dotknąć
schwycić
wirujący liść
zanim zamknie się brama
a drzewa zarosną odległe wieże

Artur Rogalski
(wiersz opublikowany w "Kozirynek", nr I/2007)

niedziela, 6 września 2009

IMPERIUM - Artur Rogalski

wyjrzeć zobaczyć co za murem
potem iść do krańców miasta
zakreślić na mapie miejsca przyjazne i
wrogie
z błogą nieświadomością ich
prawdziwego przeznaczenia

na nikogo nie czekać
gdy upał wędruję aleją drzew
czas od brzasku do pierwszej gwiazdy
na razie pozbawiony konieczności
więc nie myśleć co nastąpi

droga wschodnia
na jasnych ścianach zawieszone
marzenia
z pasmem łąk
drzewem
ciemną linią lasu
w szklane otchłanie
gdzie trzęsawisko młodego wina
wpadają rozżarzone krople laku

droga północna
chwila odpoczynku
kiedy nad dachami
dzień i noc
układają tajemnicę następnego dnia
w zrozumiały plan

droga południowa
mglista zapowiedź przyszłości
snuje się w labiryncie murów
ulatuje w niebo z gwizdem parowozu

droga zachodnia
jeszcze nie istnieje

tam gdzie przecinają się drogi
na zawsze wpisany w okrąg środek
ślepa ściana kamienicy
i stado gołębi na niebie

Artur Rogalski
( wiersz opublikowany w "Kozirynek", nr II/2007)

niedziela, 2 sierpnia 2009

MODEL UNIWERSALNY

Szyte na wyrost, z cienkiej skóry
którą można dostać na każdym rogu.
Model uniwersalny "z wrodzonym
płaskostopiem", z podeszwą na jeden sezon.
Ostatni krzyk mody to rozwiązane
jak sumienie sznurowadła.

Dziś, przedsezonowa wyprzedaż
kolejnej kolekcji siedmiomilowych butów
co ponoć mają zajść, tak daleko.

Grzegorz Przepiórka


(z tomu "Aneks',STN 2009)

sobota, 1 sierpnia 2009

ANEKS XIV

Według doniesień
w wieku 33 lat
w bestialski sposób
zamordowany został
Jezus Chrystus.
Sprawców nie ujęto.

Grzegorz Przepiórka

(z tomu "Aneks", STN 2009)

czwartek, 30 lipca 2009

ANEKS XXVI

Ryb nie łowi się już w sieci,
które parcieją rozpięte
na krzyżowym ogrodzeniu.

Regulowany systemem
śluz i zapór akwen,
moderowaną falą,
wyrzuca je masowo
na rekultywowaną plażę.

Śnięte, kończą milczące pątnictwo.


Grzegorz Przepiórka (z tomu "Aneks",Siedleckie Towarzystwo Naukowe, 2009)

środa, 29 lipca 2009

ANEKS - Grzegorza Przepiórka



"Aneks" - debiutancki tom poezji Grzegorza Przepiórki (1982), wydany przez Siedleckie Towarzystwo Naukowe (Siedlce, 2009). Książka ukazała się jako II tom w serii wydawniczej "Konfrontacje współczesności".

poniedziałek, 27 lipca 2009

PARANOJE - Wojciech Szmigoń

("...czy w nocy dobrze śpicie
czy śmierci się boicie..." - Siekiera)

to nie sny tylko ta martwa cisza przed północą
czasem do nas przychodzi intymnymi pytaniami
odchodzi, cierpiąc lodowatym hałasem prysznica

wódka, woń wschodu jeszcze obok nas siada tęsknotą
piwo, przyjaciel częstuje dymem z tanich papierosów
czerwone sztandary zamieniliśmy w gesty o smaku wina

pogo z Siekierą uzależniało od adrenaliny, pamietasz?

"... pierwszy oddział, dobrze jest..."

książki były wtedy lepsze od zioła, nadrealne

Ulisses Joyce'a objawił nam nową świadomość
Kompleks Portnoya był naszym kompleksem

żyliśmy zbyt krótko Grą w klasy, Buszowaniem w zbożu
gdzieś przy pierwszym mocnym skręcie zgubiliśmy boga

Pan Gustav (Le Bon) wciąż dręczył Psychologią tłumu
Krishnamurti dał chwilę refleksji Wolnością od znanego

tamtej nocy szaleństwo wyszło z nami na parapet
w pokoju przy muzyce cierpieliśmy za miliony
za oknem zdychała nasza ostatnia czarno-biała noc

"... a ty nie możesz czekać..."

noc trwała, muzyka grała, wódka się chlała
Bóg się roił, on pił i brał, ona tańczyła


Wojtek Szmigoń
(z tomu "Dom Dezerterów", Siedlce 2007)

niedziela, 26 lipca 2009

ROMEK, GDZIEŚ TY SIĘ TAK SPIESZYŁ? - Wojciech Szmigoń

zimno i mokro jak cholera, Romek
a ty wybrałeś się na łąkę
za kościołem

dwa znicze dwa zimne żółte kufle
płomień na mokrym lastryko
deszcz

facet, który kradł wczorajsze kwiaty
zapytał - kolega?
otworzyłem gronowe wino

kurwa, cały się trzęsę, Romek, w środku,
koleś zniknął, to nic że nie pogadamy,
to nic, śpij...

Wojtek Szmigoń

(z tomu "Dom Dezerterów", Siedlce 2007)

sobota, 25 lipca 2009

*** (co mi zostało) - Robert Konca

co mi zostało
po Tobie

na granicy pola widzenia
Twój cień
Który rzuca pustka
Przypomnienie
że odeszłaś
ale miłość została
raz pochwycona przez nurt krwi
przyjęta przez serce
nieustannie powołuje mnie do życia
po tej stronie rzeczy

co mi zostało
po Tobie

niewyraźny szept w ciemności
wołanie
które wiatr posłuszny przynosi
do Twych stóp
gdy Ty już w innej rozkwitasz miłości
i jeszcze strzęp wiersza
który to przewidział
śpiący na dnie szuflady
obok naszych fotografii
z których powoli ucieka światło
ale nadal jeszcze
wyglądamy na nich tak
jakby sam Bóg
zaskoczył nas razem


( z tomu "Eter", Liw 2006, s.49)

środa, 22 lipca 2009

UMARŁY OD URODZENIA - Robert Konca

Obserwuję świat z obrzydzeniem
Oniemiały z zachwytu

Niczego nie potrzebuję
I brak mi wszystkiego

Porozumiewam się z otoczeniem
Za pomocą wierszy i przekleństw
Dotykam i otrzymuję w zamian
Dotyk ból ekstazę

Myśli wędrują w poprzek czasu
I doganiają same siebie
Dlatego nie mam wspomnień
Jestem tylko grabarzem iluzji
Które umysł prowadzą do prawdy
I z powrotem

Umarły od urodzenia
Glinę życia pracowicie nawlekam
Na swój szkielet
Łączę włókna dobra i zła
Strzępy snów
Krew wiedzy
By z radością to kiedyś spalić
Pierwszym świadomym oddechem

(z tomu "Eter", Liw,2006)

poniedziałek, 20 lipca 2009

NIQUITIN Dariusz Adamowski

Niquitin, niquitin, kochanie, przezroczysty plaster,
z którego sączy się noc - prosto w twoją źrenicę.
Za cienką błoną jest widnokrąg i pomarańczowe koło
księżyca. Rzeczywistość, która się toczy. Naprawdę
z niczym nie musimy kończyć. Możemy wciąż zaczynać.

Można się poczuć jak w niebie, kiedy noc odnajduje pełnię,
albo być pełnym siebie tak bardzo, by wykąpać się znowu
w tym samym strumieniu. Uczepić się czegokolwiek: gitarowego riffu,
teorii strun, pozwolić dźwiękom rządzić. Ale bez przerwy pamiętać,
że królestwem jest cisza. Niquitin, niquitin - pod plasterkiem
nasza tajemna skóra.


(z tomu "Skraj", Klub Integracji Twórczych "Stowarzyszenie Żywych Poetów", 2007)

niedziela, 19 lipca 2009

GOMPA* - Dariusz Adamowski

Przez całe życie poszukujesz smaku
przeszłości, ruin, zarania historii:
pod nosem sfinksa, w delfijskiej wyroczni.
Dalej, wzdłuż murów, wzdłuż jedwabnych szlaków!

Chciałbyś dogonić horyzont przygody,
co cię przywiodła w twoje tu i teraz.
Idziesz po tropach, po trupach, odwiedzasz
żydowski cmentarz i chińskie pagody.

Lecz kiedy będziesz okrążać świątynie,
oglądał freski, gdy wzrok straci wątek
i wpadnie w przepaść gotyków i zginie,

pamiętaj wtedy o najstarszym gompie:
cząstki w tym ciele (protony o spinie
mniejszym niż jeden) widziały początek.

* Gompa - (z tybetańskiego) klasztor, świątynia


Z tomu "Skraj", Wyd. Klub Integracji Twórczych "Stowarzyszenie Żywych Poetów",2007)

piątek, 17 lipca 2009

CHWILE NIESKOŃCZONOŚCI- Magda Raczko-Pietraszek


Poznajcie Magdę Raczko-Pietraszek (1967) i jej błękitne prace, którymi wyraża to co niematerialne.

Uzupełnieniem każdej wystawy jej prac, są wiersze autorki, wydane w zbiorze "Przez Ciebie", Wydanie autorskie, Warszawa, 2007.

Zdjęcia z wystawy zorganizowanej przez Archiwum Państwowe i Konfraterię Kozirynek w Radzyniu Podlaskim, styczeń 2009.

czwartek, 16 lipca 2009

ETER - Robert Konca



"Eter" - drugi tom poezji Roberta Koncy (1970), wydany przez Muzeum w Liwie, 2006. Recenzję tego zbioru, autorstwa Artura Ziontka, można znaleźć w II/2007 numerze "Koziegorynku" (dostępna na stronie http://www.rasil.home.pl/kozirynek/ w dzile archiwum, rozdział "na cenzurowanym")

środa, 15 lipca 2009

SKRAJ Dariusz Adamowski



"Skraj" to drugi zbiór wierszy Dariusza Adamowskiego (1967), trzeci tom serii wydawniczej pisma literackiego Red, wydany w 2007. Recenzję tego tomu, autorstwa Jakuba Winiarskiego, można przeczytać na stronie literackie.pl

wtorek, 7 lipca 2009

DOM DEZERTERÓW - Wojciech Szmigoń



"Dom Dezerterów",Wojtek Szmigoń(1969)- debiutancki polsko-angielski zbiór wierszy - Klub im. Julio Cortazara w Siedlcach. Wydanie autorskie.


"Płomień pod wyrwanymi powiekami
" - Magda Gałkowska o wierszach Wojtka Szmigonia.

sobota, 27 czerwca 2009

Mustango czytuje przypisy



Przypis to wskazanie na źródło informacji.

Mustango poleca "Przypisy" Izy Staręgi(1964). Można je oglądać do 4 czerwca w GALERII KRYTYKÓW POKAZ (ul. Krakowskie Przedmieście 20/22, Warszawa)

"Przypisy" - zdaniem autorki- to jej osobiste, poetyckie objaśnienia otaczającej nas rzeczywistości. Inspirowane są codziennością, naturą, pejzażem; przepełnione zadumą i melancholią.


Iza w Artpower i prezentacja wcześniejszych prac Izy.

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka