niedziela, 6 listopada 2016

Pomimo za i przeciw - Bożena Kaczorowska

                                          Wiersz z II tomiku poetyckiego
                                           Bożeny Kaczorowskiej pt. "Akty niedonoszone"



Skrobię rybę

Ryba krwawi pod nożem
brudzi talerz tym wszystkim
co jeszcze ma w środku

Olej skwierczy
gotowy do namaszczenia

Dotykam językiem satyny jej ciała
Przełykam ten ofiarny "baranek" posiłku
Jej śmierć czai się teraz we mnie

Oddycham morzem
Opadam na dno

Zatrzaśnięta
w kołysce
bursztynu


niedziela, 9 października 2016

Chiński uzdrowiciel - Bożena Kaczorowska

                                        Wiersz z II tomiku poetyckiego
                                        Bożeny Kaczorowskiej pt. "Akty niedonoszone"




Naszpikował mnie igłami
i wyglądam jak dewolaj

Nie czuję nawet że mam duszę
Tylko mięso i krew

Ciepłe ma dłonie długie palce
I cały ten kosmos w sobie

Gdy krąży nade mną
Taki w pełni

czwartek, 30 czerwca 2016

Środki oburzające - Robert Konca

groteskowy kapłan w randze ministra
g
łosił swoje wizje pod figurą Chrystusa
przywiezion
ą przez wojsko

obok sta
ł żołnierz z karabinem
zwie
ńczonym długim bagnetem
dr
żącym niebezpiecznie blisko
Jego boku

pomy
ślałem o burzy
która powinna to sko
ńczyć
o burzy tak gniewnej
jakby Kto
ś z hukiem
przewraca
ł się w niebie
przyznaję że byłem
wysoki s
ądzie
pod wp
ływem
środków oburzających

Robert Konca

niedziela, 20 marca 2016

Ikar - Aleksandra Polyanskaya

                                            (Przekład z rosyjskiego – Robert Konca)
 
             IKAR

1.

Widziałam – on upadł wczoraj –
Ostatni Ikar, lecący ku Słońcu.
Ze świstem pruł ciałem powietrze.
A pióra długo, długo krążyły –
Wosk się rozpuścił, a pióra zostały...
One latały o wiele dłużej,
Niż człowiek, który je uniósł do nieba.

2.

On spadł do morza.
Ludzie na plaży
Westchnęli z ulgą :
Nikt więcej nie zakłóci
Ich sennego spokoju.

piątek, 19 lutego 2016

Baju, Baju Bug - Monika Mikołajczuk o Stanisławie Baju

„Mówi się, że gdzie człowiek się urodził, ziemia jego kołyską. I śmierć jakby się z powrotem do niej tylko położyła. I buja cię, buja, aż stajesz się znów nie narodzony, nie poczęty” (Wiesław Myśliwski, Kamień na kamieniu)
Baju, Baju Bug
O Stanisławie Baju – o człowieku i o artyście – nie sposób opowiedzieć w oderwaniu od jego korzeni – nadbużańskiej wsi Dołhobrody w powiecie włodawskim, gdzie się urodził i gdzie stał się malarzem. To rzeka oraz najbliżsi  jej ludzie są głównymi „bohaterami” jego obrazów – przejmująco pięknego świadectwa człowieczeństwa i Natury.
Matka
Jego rodzinny dom, wtulony pomiędzy lipy, które przed półwieczem sadził ojciec Franciszek, pachnie dziś ciepłym chlebem i macierzanką, tak jak za dziecinnych lat, ale ciszej tu teraz, choć nie pusto, nie smutno bez najważniejszej osoby - Matki. Maria Baj, „Mańka Jadamczykowa” z Dołhobród, odeszła niespełna trzy lata temu. W alkierzu, w którym modliła się i prosiła o dobry los dla swoich dzieci, wciąż słychać jej drobne kroki, szelest chustki wiązanej pod brodą, stukot kołowrotka na krosnach, cichą łzę, przeznaczoną tylko dla Pana Boga, ocieraną ukradkiem spracowaną dłonią, ale i echo przejmującego jej śpiewu, który pochwytywała rzeka, by zawrócić do niej tęsknym akordem… To ona najpierwsza ujęła się za talentem Stasia i strzegła go jak mogła najlepiej – cierpliwie pozując do obrazów, by u schyłku życia zamknąć w najpiękniejszym z nich swój los i los człowieka, pogodzonego z życiem i ze śmiercią. Jej twarz przytulona do Bugu jest jak święta ikona, wobec której tylko milczenie wydaje się na miejscu, bo słowa, to za mało. – Mama zawsze wierzyła w to, co robię, popierała każdy mój wybór, nawet w ciemno. I to mnie w życiu trzymało – przyznaje profesor Stanisław Baj. – Miała opory, bym ją portretował. Ale z czasem pogodziła się z tym, wiedziała, że to jest dla mnie ważne. Bywałem w malarstwie wobec mamy bardzo surowy, ale mam cichą satysfakcję, że temat Matki nie został z powodu banalnego sentymentalizmu sprofanowany.

Malarz wyjmuje z drewnianego kufra kawałek zasuszonej kromki, owiniętej w  gazetę. – Mama dała mi ten chleb na mój pierwszy wyjazd stypendialny za granicę – wyjaśnia. Znajdujemy tu także komunijny koszyczek do sypania kwiatków córki Kazi, listy Stasia, wysyłane z Zamościa, gdzie uczył się w Liceum Plastycznym czy turkusową chustkę, w której Maria Baj witała i żegnała każdy dzień. Kiedy się wypełniał czas i strumień światła kładł się na jej twarzy świetlistą bruzdą. Na sztalugach w stodole, gdzie Stanisław Baj maluje, kiedy przyjeżdża na wieś z Warszawy, stoi jak żywa w tej chustce, wsparta o starą jabłoń, która ją przygarnia kostropatymi ramionami… Chodziła z nim nad Bug. Spacerowała jego brzegiem, podczas gdy on próbował dosięgnąć pędzlem dna rzeki, uchwycić jej toń, przytrzymać na płótnie jej nieokiełznany temperament. Była z nim zawsze. Kiedy wyruszał w wielki świat i kiedy z niego wracał, błogosławiła go słowami: - Synu, w dobrym wytrzymać, to nie jest żadna rzecz, ale w złym i być człowiekiem to jest wielkie cóś. - Wraz ze śmiercią matki skończyła się dla mnie żywa więź z kulturą chłopską, która jest teraz tylko we wspomnieniach – wyznaje profesor Stanisław Baj.

Sąsiedzi
Na kuchennym stole bukiet z czeremchy. W sadzie za oknem wykluwa się mgła. Światło już matowe, przedwieczorne. Za chwilę mrok zgęstnieje. Nad Bugiem jest on fiołkowy, miękki jak namoczony w rzece len. To był święty czas dla sąsiadów. Do domu Bajów schodzili się wtedy z całej wsi, siadając na ławie pod tymże oknem i rozprawiając do późnej nocy – o życiu i o śmierci, o miłości i zdradzie, o miejscach świętych i przeklętych, o rzece, która zabierała kolejne istnienia, o tym, co było i co będzie. Było gwarno i radośnie. Antoni Marciocha, zwany Górzyńskim, wyciągał okarynę, którą nosił przy sercu, i użyczał tym opowieściom swojej muzyki, a one ulatywały jak zaczarowane w cichą, rozgwieżdżoną noc. - Nasz dom był domem niezwykłym. Co wieczór latem i zimą pełen sąsiadów, którzy przychodzili na wieczorki i których z moją siostrą Kazią nazywaliśmy ciotkami i wujkami. Uczestnicy wieczornych spotkań powodowani jakąś tajemniczą potrzebą znajdowali w nim przestrzeń do opowieści, do rozmów, do sporów, do marzeń, ujawniania własnego pojmowania świata i informacji o życiu codziennym naszej wsi. Mieli tutaj sposobność do wspólnego łuskania fasoli, darcia pierza, przędzenia wełny czy lnu lub wyplatania wiklinowych koszy – wspomina po latach artysta.
W takiej atmosferze dorastał do portretowania. Adam, Stasiek, Bazyli, Franek, Józef, Antonina, Michał, sąsiadka Anna, przybysze z innych wsi… Ich twarze – spracowane, ogorzałe od słońca, zamyślone, dumne, uroczyste, zawzięte, zgodne i codzienne – portrety chłopów, których już nie ma. – Na początku niezbyt chętnie mi pozowali – opowiada Baj. – Mieli bardzo duże poczucie godności i intymności, byli wyczuleni na to, by ich podobizna nie została wystawiona „na śmiech” – podkreśla artysta. Chociażby taki Stasiek, który zawsze musiał sprawdzić, czy jest podobny do siebie. Uwieczniony na dziesiątkach obrazów. Jest w jego twarzy, przeniesionej na płótno, wielkie skupienie i uważność. Bo też sąsiad nie pozował artyście na niby. Kiedy minęły pierwsze minuty stremowania, Stasiek się otwierał. Rozmarzał. Tęczówki oczu, zamglone zaćmą, stawały się w tym jego marzeniu błękitne jak niebo odbite w rzece. Policzki piekły z podniecenia i ciekawości, co też jest tam, za Bugiem, za wsią, za horyzontem. „Stachu, jak to jest lecieć samolotem” – zapytał kiedyś malarza. I doczekał się odpowiedzi – na portrecie Baja „Ikar” za skrzydła służą mu wyrastające z ramion ostrza kosy, którymi próbuje wzbić się w przestworza, ale ziemia go nie puszcza...  


Mocne, gwałtowne pociągnięcia pędzlem, jak uderzenia dłutem. Każdy ruch jest ostateczny, gotowy. – Poprzez dotknięcie jednostkowego losu próbuję oddać w portretowanych twarzach uniwersalny ludzki byt – tłumaczy artysta. - Zbliżyć się do tajemnicy, która jest w każdym człowieku, ogarnąć jego własny kosmos i po drodze odnaleźć swój…
Rzeka
Wyrywał się do niej po wolność. Malował przy rzece ukradkiem, kiedy krowy były już nakarmione, a na łące stygło czerwcowe siano. Rzeka dawała mu odpoczynek i wytchnienie od codziennej pracy w gospodarstwie. Bug go wciąż karmi, tak jak w dzieciństwie, ale - podobnie jak w przypadku osoby Matki - trudno go objąć w obrazie, wyrazić dla niego czułość, przywiązanie i szacunek, niepodobne do powierzchownej czołobitności. - Bug jest najpiękniejszą rzeką na świecie, bo jest mój – mówi przekornie Baj. – Zawsze interesowała mnie graniczność. Tu ma ona symboliczne znaczenie, bo po drugiej stronie rzeki jest inny kraj. Jest tajemnica. Wciąż próbuję zgłębić istotę mojej rzeki, namalować ją taką, jaka jest, ale to jest chyba nieosiągalne.
* * *
Nad Bugiem już noc. Majowy księżyc, rozpięty pomiędzy świerkami, za chwilę osunie się do wody. Rozświetli ją i roziskrzy, żeby się Oni wszyscy mogli z nią pożegnać, przytulić swoje twarze do jej twarzy… Łobacz, Stasiek, Franek, Bazyli, Józef, Antonina, Michał, sąsiadka Anna i przybysze z innej wsi. I Matka, którą ta rzeka ukołysała – do dobrego życia i do dobrej śmierci.
Baju, Baju Bug. 
Monika Mikołajczuk

Notka o malarzu:
Stanisław Baj, urodzony w 1953 roku w Dołhobrodach na Podlasiu. Studia w latach 1972-78 na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie pod kierunkiem profesorów Michała Byliny, Janusza Siennickiego i Ludwika Maciąga. Dyplom z wyróżnieniem uzyskał w pracowni prof. Ludwika Maciąga. Od 1982 roku jest pracownikiem dydaktycznym Wydziału Malarstwa ASP. Od 2005 do 2012 sprawował funkcję prorektora Akademii Sztuk Pięknych. Autor ponad 100 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, uczestniczył w ponad stu wystawach zbiorowych. Prace artysty znajdują się w zbiorach muzeów polskich oraz w prywatnych kolekcjach krajowych i zagranicznych.

Tekst ukazał się w "Krainie Bugu"

Google+ Followers

Obserwatorzy

z cyklu "Twarze greckie"

z cyklu "Twarze greckie"
Iza Staręga
statystyka